wtorek, 5 lutego 2013

Rozdział 8


Kurek przeprosił mnie za swoje głupie zachowanie, zdziwił się, że wcale nie byłam na niego tak bardzo  zła. Wręcz przeciwnie podziękowałam mu za dobrą zabawę. Po kolacji chłopcy mieli spotkanie ze statystykami, a ja upragnioną wolną chwilę. Z Tobiaszem nie widziałam się już do końca dnia, no ale cóż… Poszłam do pokoju, włączyłam po cichu muzykę w laptopie, rozścieliłam łóżko i postanowiłam, że położę się dzisiaj wcześniej spać. Wzięłam szybki prysznic i wskoczyłam w moją pidżamkę i ciepły szlafroczek. Wzięłam telefon i wykręciłam numer do Radka
- No cześć braciszku! Co tam?
-…
- U mnie też dobrze, zapoznałam się dzisiaj z wszystkimi i mówimy sobie po imieniu… Wiesz? Jeszcze wczoraj rano nie pomyślałabym, że to może się kiedykolwiek stać, że będę miała okazję ich poznać, poznać Igłę… A tu nagle rozmawiamy ze sobą jakbyśmy znali się ładnych parę lat.
-….
-Tak wiem, wiem ty zawsze masz rację – zaśmiałam się – W takim razie kładź się i wypoczywaj skoro wstajesz jutro o 5.00 do pracy. Nawet nie masz pojęcia jak mi cię szkoda, szczególnie że ja dzień zaczynam dopiero o 8.00 - zachichotałam do słuchawki.
-….
- Ja ciebie też, pa – rozłączyłam się i położyłam telefon na stoliku. Mimo, że dobiegała dopiero 21.00  zdecydowałam się położyć, bo byłam kompletnie wykończona. Nie mogłam spać, wstałam rano, a potem jeszcze ten basen. Westchnęłam i nakryłam się kołdrą. Zaczęłam rozmyślać i analizować wszystko co się dzisiaj wydarzyło. „Pracuję z ludźmi, których podziwiam i szanuję, którzy są dla mnie wzorem do naśladowania i odkąd pamiętam zawsze byli. Mam okazję się z nimi zakuplować, pogadać, pobyć razem… Wreszcie poznałam Igłę, mojego siatkarskiego guru. Spełniło się moje największe marznie więc czego chcieć od życia więcej? „ – z rozmyślań wyrwał mnie straszny hałas na korytarzu, na początku to ignorowałam, ale jak już ktoś zaczął się tłuc drzwiami i wrzeszczeć to nie wytrzymałam, ubrałam szlafrok i wyszłam na korytarz go opieprzyć:
- Yy Winiar? Co wy tu wszyscy robicie z tymi tobołami? – spytałam zdziwiona patrząc na siatkarzy wnoszących swoje walizki na piętro
- Wyrzucili nas na trzecie, bo na drugim ma zamieszkać młoda kadra… Mają zgrupowanie w tym samym czasie co my… - wysapał Winiar
-Aha –rzuciłam Ale moglibyście się tak nie tłuc co? Ludzie chcą spać, noc jest...
- Jeszcze nie ma ciszy nocnej – wtrącił się Kuraś ładując się do pokoju 317, obok mojego. Za nim wszedł Winiarki. Igła i Ziomek ulokowali się w 315 także miałam gości… Pokręciłam głową i wróciłam do łóżka gasząc po drodze światło. Nakryłam się kołdrą i próbowałam zasnąć, ale z pokoju obok dochodziły wrzaski i krzyki zmieszane z czyimś śpiewem… „Winiar” – pomyślałam i wstałam zapalając światło. Wyszłam na korytarz i zapukałam do 317.
- Hasło! – usłyszałam głos Kurka. Uchyliłam drzwi i krzyknęłam
-Zamkniecie się wreszcie?
- Źle! Spróbuj raz jeszcze – weszłam bez zaproszenie i zmierzyłam ich groźnym spojrzeniem. Winiar stał w drzwiach od łazienki w ręczniku przewiązanym w pasie, a Kurek huśtał się na krześle bez koszulki.
-Taa… To może ja wpadnę później – rzuciłam i odwróciłam się na pięcie w stronę drzwi
-Czekaj, no chyba nie wystraszyłaś się dwóch facetów? – zagadnął Winiar
- Chciałeś powiedzieć dwóch prawie gołych facetów – poprawiłam go
- Prawie robi wielką różnicę – wyszczerzył się Kurek – Kiedy pokażesz zdjęcia? Obiecałaś!
- Dobra! To ja idę po laptopa, a wy w tym czasie się ogarnijcie ok? – wyszłam do siebie i wróciłam po chwili z laptopem w ręce. Winiar ubrał spodenki, ale obaj nadal świecili gołymi klatami. Weszłam i usiadłam na łóżku obok Miśka, włączając laptopa. Bartek nadal huśtał się na krześle śpiewając „Białego misia”. Spojrzałam znacząco na Michała, który tylko zaczął się śmiać.
- Tak… Ja też się czasami zastanawiam czy on jest do końca normalny – i oboje wybuchnęliśmy śmiechem. Kuraś był tak zajęty wyciem „ Nieszczęśliwego oooooo białego misia aaaaaaaa” , że nawet nie zorientował się iż nabijamy się z niego. Gdy włączyłam zdjęcia, przymknął się w końcu i razem z Winiarskim zajęli się ich oglądaniem.
- Masz zdolności, faje fotki robisz – uśmiechnął się Misiek
- Dziękuję bardzo – odwzajemniłam uśmiech
- Mi też się podobają – wtrącił się Bartek  - I to nawet bardziej niż jemu – wskazał palcem Michała
- Serio?
-Serio, serio – i wszyscy troje wybuchnęliśmy śmiechem. Chwilę później do pokoju wparował Dziku, Możdżi, Igła, Ziomek i Piter. Potem przyczłapał się Zibi, Kosa, Ryszy i Rucek. Nawet Guma zaszczycił nas swoją obecnością. Pokój chłopaków był strasznie mały, dlatego Krzysztof wpadł na inteligenty pomysł przeniesienia się do mnie, bo mój jest większy, gdyż stoi w nim tylko jedno łóżko. Jego koledzy nie pytając mnie o zgodę władowali się do pokoju. 
- No to sobie pospałaś księżniczko – rzucił Zibi biorąc mnie pod pachę i prowadząc do pokoju.
- Właśnie widzę… - skwitowałam.
- Chłopaki, a co z Zatorem? – wszyscy nagle się zorientowali, że miał dojechać dzisiaj rano.
- Rozchorował się, ma początek zapalenia płuc i nie przyjedzie, dzwonił do mnie – poinformował wszystkich Piter
- Biedny Zati… - wypaliłam
- No i nie poznasz tego drugiego – zaśmiał się Igła – musi ci wystarczyć jeden libero
- Za to środkowych masz aż trzech – wtrącił się Kosa poprawiając  włosy
- I tak dominuje przyjęcie – zaśmiał się Ruciak. Rozmowa nawet się kleiła. Igła oczywiście latał z kamerą. Było miło i przyjemnie, śmialiśmy się i opowiadaliśmy różne historie. Dopiero o drugiej nad ranem zorientowaliśmy się, że wypadałoby iść spać. Jak już wszyscy wynieśli się do swoich pokojów, położyłam się do łóżka i od razu zasnęłam.

 ________________________________________________________________________________

Budzik odezwał się o 7.00. Wyłączyłam go i stwierdziłam, że jeszcze chwilkę mogę podrzemać. Ta „chwilka” przeciągnęła się do trzydziestu minut i gdy do śniadania zostało mi tylko pół godziny zerwałam się z łóżka jak poparzona. Wzięłam szybki prysznic, wysuszyłam włosy, wciągnęłam na siebie jasne szorty i koszulkę. Włosy tylko rozczesałam, bo  nie miałam czasu ich teraz układać. Zamknęłam pokój i zbiegłam na dół. Wszyscy już siedzieli na stołówce i zajadali się sałatką ziemniaczaną. Podeszłam do okienka, a sympatyczna pani kucharka nałożyła mi porcję na talerz. Odwróciłam się, aby zlokalizować jakieś wolne miejsce. Pomachał do mnie Guma, pokazując krzesło obok siebie. Usiadłam więc z nim, Możdżim, Ruckiem, Ryszym i Kosą.
- Cześć chłopcy – przywitałam się posyłając im ciepły uśmiech
- Cześć i czołem! – uśmiechnął się Guma – Jak się spało?
- Wyśmienicie – spojrzałam na niego z szerokim, udawanym uśmiechem
- Ale nie powiesz, że wczoraj wieczorem nie było miło – wtrącił się Kosa
- A czy ja coś takiego w ogóle zamierzałam powiedzieć? Pewnie, że było miło, ale nie wiem jak ja będę dzisiaj funkcjonować – uśmiechnęłam się
- Oj kochana nie narzekaj, my zaraz mamy dwie godziny siłowni, a ty w tym czasie wolne- zaczął Ruciak
- Ja w tym czasie drogi Michale będę zajmowała się robotą papierkową. Muszę zapoznać się wnikliwie z waszymi kartami zdrowia i w ogóle
- Serio? Chyba wolałbym się z tobą zamienić – zaśmiał się Możdżi
- Chcesz wnikliwie analizować karty zdrowia czy po prostu nie iść na siłownię? – zapytałam z uśmiechem
- Raczej to drugie – zaśmiał się Kuba
- Wiesz Marcinku gdybym to ja była w reprezentacji, to pewnie bym się z tobą zamieniła, no ale przykro mi… Nie jestem – puściłam oko do Jarosza – Także… Miłego treningu  chłopcy – posłałam w ich kierunku buziaka w powietrzu i dokończyłam jeść, po czym odniosłam. Po drodze podeszłam do Olka zapytać za ile mam przyjść do gabinetu fizjoterapeutycznego. Miałam jeszcze jakieś dwadzieścia minut więc wpadłam na chwilę do pokoju po sweter, bo zrobiło się chłodno. Po drodze spotkałam Igłę idącego po pokoju.
- Cześć Liluś! – uśmiechnął się
- Cześć Krzysiu –odwzajemniłam uśmiech– A coś ty taki milutki co?
- Ja zawsze jestem dla wszystkich milutki – wyszczerzył ząbki – Idziesz do pokoju?
- Tak, a coś się stało?
- Chciałem ci tylko przypomnieć o aparacie, bo fotek w siłowni jeszcze nie mamy – mrugnął do mnie
- I dzisiaj mieć nie będziecie, bo ja w tym czasie gdy wy będziecie sobie powiększać muskuły będę zapoznawać się z waszymi kartami zdrowia w fizjoterapeutycznym – spojrzałam na niego z uśmiechem – Następnym razem
- Trzymam za słowo.
- Ok, ok tymczasem wybacz, ale muszę cię pożegnać, bo trochę się spieszę – pomachałam mu i wpadłam do pokoju. Zabrałam swoją teczkę z dokumentami i torbę podręczną. Gabinet fizjoterapeutyczny mieścił się na parterze. Zapukałam cicho i weszłam do środka
- Ooo jesteś – uśmiechnął się Aleksander – Nie pukaj następnym razem, bo to twoje miejsce pracy
-Sorki, to tak z grzeczności i przyzwyczajenia – uśmiechnęłam się – To od czego mam zacząć?
- Od zrobienia kawy dla nas obojga? – popatrzył na mnie proszącym wzrokiem – Od rana taki zapierdziel, że nawet nie zdążyłem się napić
- Dobra szefie – uśmiechnęłam się i zaczęłam robić kawę. Na szczęście czajnik bezprzewodowy, słoik z kawą, kubki i bieżąca woda w gabinecie fizjoterapeutycznym były, więc nie musiałam nigdzie iść. Zaparzyłam kawę i usiadłam na krześle obok Olka.
- Na początek przejrzyj ich karty zdrowia – podał mi pokaźny plik papierów – A to ci może trochę zająć, później możesz pouzupełniać w nich wpisy od początku zgrupowania, bo tego jeszcze nie zrobiłem i przygotować spis sprzętu jakim dysponujemy.
- Ok – uśmiechnęłam się – postaram się to ogarnąć
-Nie karzę ci tego kończyć dzisiaj, bo to strasznie dużo roboty, spokojnie.
- Dzięki, że jesteś taki łaskawy
- Widzisz jak dbam o moje stażystki? – oboje zaczęliśmy się śmiać – Tak swoją drogą bardzo dobrze, że masz skończony kurs pierwszej pomocy i podstawowy kurs medyczny, bo w sumie możesz pomagać też doktorowi.
- A no mogę – uśmiechnęłam się.
- Bardzo dobrze się składa, bo ja z doktorem musimy pojechać po nowe zaopatrzenie na to zgrupowanie. Kupili nam też nowy stół do masażu, bo ten – wskazał ja jeden ze stołów stojących w gabinecie – trochę się już wysłużył. No i ktoś to musi przywieść.
- Nie dostarczą tego tutaj?– spytałam zdziwiona
- No właśnie nie… Przedpełski powiedział, że mamy się cieszyć, że w ogóle coś dostaliśmy… No i my jedziemy to odebrać, a ty zostajesz tu z chłopakami na posterunku – uśmiechnął się
- A kiedy wrócicie? – zapytałam z nadzieję, w głosie, że powie „ za chwilę”
- Może nas nie być jakieś  dwie i pół godzinki, ale spokojnie na pewno dasz sobie radę – poklepał mnie po ramieniu. – To ja zmykam, trzymaj się i jak coś to dzwoń, mój numer komórki masz. Paa – rzucił i wyszedł, a ja zastałam ze stosem papierów do ogarnięcia. Minęło trochę czasu, może godzina, może więcej, nie wiem bo byłam zajęta czytaniem kartotek chłopaków. Usłyszałam jakiś wrzask na korytarzu:
- Ałaaaa! Debilu to naprawdę boli, uważaj! – po głosie domyślałam się, że to Winiarski
- No staram się, nie moja wina… - usprawiedliwiał się Kurek

 

poniedziałek, 4 lutego 2013

Rozdział 7


- Lila! Fajnie, że jesteś – krzyknął w moim kierunku Kurek
-Taaa… też się cieszę – posłałam mu wymuszony uśmiech
- Miło, że jednak zdecydowałaś się pójść z nami – zagadnął Bielecki
- Powiedzmy, że był to dobrowolny przymus – uśmiechnęłam się do niego
- Igła cię namówił? – spojrzał na mnie
- On i takich jeszcze dwóch, którzy nie chcieli wyjść z mojego pokoju dopóki się nie zgodziłam- powiedziałam mierząc Igłę i Winiara, którzy rozmawiali już sobie w najlepsze z Kurkiem. Olo tylko zaczął się śmiać, poklepał mnie po ramieniu i szepnął do ucha:
- Mówiłem, że może być ciężko z tą bandą… Ale to dobre chłopaki – uśmiechnął się
- A to się jeszcze okaże – odwzajemniłam jego uśmiech. W tym czasie podszedł do nas Marcin
- Przepraszam, że wam przeszkodziłem, ale mogę na chwilę porwać Lilkę? – spojrzał na Bieleckiego
- Jeżeli o mnie chodzi to możesz ją sobie porywać, ale nie wiem czy ona będzie zadowolona z tego powodu – zaśmiał się Olek
- Będzie, będzie – stwierdził Marcin – Chodź, przedstawię ci resztę mojej drużyny –objął mnie ramieniem i zaprowadził do reszty chłopaków, którzy stali już przy drzwiach zwarci i gotowi do wyjścia.
- No wreszcie cię poznam – uśmiechnął się Zibi i podszedł do mnie wyciągając rękę  - Zbigniew, Zibi, ZB9  jak tam sobie wolisz – uścisnęłam jego dłoń
- Lilianna, dla przyjaciół Lilka – odwzajemniłam uśmiech
- Ja jestem Michał – Ruciak wyciągnął do mnie rękę, którą uścisnęłam i przedstawiłam się.
- Mów mu Orzełku, Sponsorze, albo po prostu vell Paput – zaczął się śmiać Krzysiek. Ale został zignorowany przez mnie i przez Ruciaka więc umilkł.
- Kuba, miło mi – moja rękę uścisnął Jarosz
- No i zostałem na końcu – powiedział smutno Kosa
- Ostatni będą pierwszymi – uśmiechnęłam się wyciągając do niego rękę – Lilka – uścisnął moją dłoń
-Grzesiek – odwzajemnił uśmiech.
- No to jak już teraz wszyscy się znamy i tworzymy w pełni szczęśliwą rodzinkę to możemy iść, zabawić się na basenie – zaśmiał się Igła. Wyszliśmy z budynku i skierowaliśmy się w stronę kompleksu sportowego, w którym mieścił się basen. Gdy dotarliśmy na miejsce, każdy wziął kluczyk od swojej szafki i skierował się w stronę przebieralni. Przebrałam się szybko w strój i schowałam rzeczy, zamykając szafkę. Weszłam powoli na pływalnię. Tak jak się spodziewałam chłopcy już tam byli i bawili się w najlepsze. Włożyłam nogę do wody i doszłam do wniosku, że jest za zimna, dlatego na początek chciałam się do niej przyzwyczaić, a nie od razu skakać na główkę tak jak to właśnie czynili najwięksi wariaci z kadry. Usiadłam na brzegu basenu i zanurzyłam nogi w wodzie. Gdy Kuba wyszedł z przebieralni i zobaczył, że siedzę sama, podszedł do mnie.
- A ty nie szalejesz z nimi na zjeżdżalni? – zapytał przysiadając się obok.
- Nieee woda jest za zimna, muszę się do niej przyzwyczaić – uśmiechnęłam się
- Wcale nie jest zimna, taka jak zawsze – zdziwił się
- Ja ogólnie jestem „ciepłolubnym stworzeniem”
- Aaa to chyba, że tak – uśmiechnął się- No i jak ci się podoba staż z taką nieznośną ekipą? – spojrzał na mnie
- Niezbyt wiele mogę powiedzieć, bo to dopiero pierwszy dzień, ale zapowiada się hmmm… interesująco? – spojrzałam na niego z uśmiechem
- I zapewne tak będzie. Wiesz… Na początku to byliśmy trochę zdziwieni, że kobieta będzie u nas stażystką, bo to się raczej wcześniej nie zdarzało... Nie znam cię co prawda długo, ale wydajesz się być niezwykle sympatyczną i otwarta osobą – uśmiechnął się ciepło – Myślę, że będzie nam się dobrze razem współpracowało.
- Cieszę się, że tak uważasz, także mam nadzieję, że będzie miło i przyjemnie – odwzajemniłam uśmiech – Nie spodziewałam się, że dostanę staż u was, myślałam, że będzie to raczej żeńska kadra…
- Eee tam!  U nich to byś się zanudziła na śmierć– zaśmiał się – Bo gdzie znajdziesz drugiego takiego Igłę z kamerą, śpiewającego i tańczącego Winiara, pociesznego Paputa czy cieszącego się z byle czego Kurka?
- Oj obawiam się, że nigdzie, bo wy jesteście jedyni i niepowtarzalni – zaczęliśmy się śmiać – Ale ja mówię całkiem poważnie – uśmiechnęłam się. Siedzieliśmy tak sobie i rozmawialiśmy z dobre pół godziny i pewnie siedzielibyśmy dalej gdyby nie podpłynął do nas jakiś głupek i nie wciągnął mnie za nogi do tej lodowatej wody…
- Igła – wrzasnęłam, gdy tylko wynurzyłam się na powierzchnię – No to teraz przegiąłeś – popłynęłam w jego kierunku i zaczęliśmy się chlapać wodą. Do zabawy dołączył się Zibi, Piter, Kurek i Winiar. Nie miałam siły, bo ich było 5, a ja sama jedna. Zwijałam się ze śmiechu, bo Krzysiu oczywiście ciągle sypał żartami. W końcu uciekłam im na zjeżdżalnię, ale oczywiście szybko mnie tam znaleźli. Była ona strasznie „zakręcona” i duża. Wskoczyłam do tunelu i zjechałam w dół. Za mną wskoczył Bartek i Winiar ciesząc się przy tym i robiąc dużo hałasu. Wpadliśmy wszyscy razem do wody, a ja zostałam przez nich przygnieciona, bo jechałam jako pierwsza. Gdy wypłynęłam na powierzchnię i wyszłam z basenu obok mnie znalazł się Igła ze swoją kamerą ( nie wiedzieć skąd ją nagle wytrzasnął)
- A to moi drodzy jest nasza nowa stażystka fizjoterapii Lilianna – nawijał do kamery – Lila przywitaj się z państwem.
- Dzień dobry – wyszczerzyłam się do kamery – Tak mam staż w kadrze i nie wiem jak wytrzymam te dwa tygodnie.
- Lila chciała powiedzieć, że bardzo się ciszy – kontynuował Igła – że może z nami pracować.
- Tak, bardzo, ale to bardzo Krzysiu – spojrzałam na niego wzrokiem typu : „Wkręcaj sobie tak dalej”
-A co nie cieszysz się? – męczył bibułę Krzysiek
- Cieszę się tylko – nie zdążyłam dokończyć zdania, bo podbiegł do nas Kurek wrzeszcząc: ”Aaaa mam cię”, złapał mnie i przerzucił przez swoje ramię biegnąc w stronę basenu. Zdążyłam tylko wrzasnąć: „Bartek nieeeee”, ale już znalazłam się pod wodą. Gdy tylko się wynurzyłam miałam ochotę go zabić…  Podpłynęłam do brzegu, gdzie już wyciągał w moim kierunku swoją rękę Zbyszek, który pomógł mi wyjść z basenu.
- Dzięki – uśmiechnęłam się- Ale Kurkowi to się dostanie – powiedziałam przez zaciśnięte zęby.
- No widziałem jak cię załatwił i nie chciałbym być w jego skórze – zaśmiał się Zbyszek.
-Wierz mi, że ja też – uśmiechnęłam się – A mówiłam, że ta woda jest cholernie zimna, to nie, nie dotarło…
- No cóż Bartuś chciał się tylko zintegrować przez zabawę – zaczął go bronić Zibi śmiejąc się przy tym.
- Dzięki za taką integrację – spojrzałam na niego wstając z brzegu basenu.- Dobra to wy się tutaj bawcie, a ja spadam…
- Ej no czekaj… Przecież on to zrobił dla żartów, nie musisz od razu się obrażać – spojrzał na mnie
- Wcale się nie obrażam tylko jest mi teraz cholernie zimno! Nie chcę się zaziębić, rozchorować i wrócić jutro do domu zamiast być tu z wami przez te dwa tygodnie.
- No chyba, że tak – uśmiechnął się Zibi – Wiesz co? Ja też się już będę powoli zmywał, bo jakoś nie mam ochoty dzisiaj siedzieć trzech godzin na basenie.- Poszliśmy razem w stronę pryszniców i przebieralni. Umówiliśmy się przed wyjściem z budynku. Skierowałam się do damskich kabin prysznicowych. Musiałam dokładnie spłukać ten chlor, by później nie wysuszał mi skóry. Wzięłam szybki prysznic i poszłam do przebieralni, wyjmując po drodze rzeczy z szafki. Przebrałam się i wysuszyłam włosy, które strasznie mi się napuszyły. Między innymi za to nienawidzę moich loków. Gdy zobaczyłam się w lustrze postanowiłam związać je w koka, żeby jakoś wyjść co do ludzi. Tak też zrobiłam i zabierając torbę wyszłam w kierunku głównych drzwi. Tam na krzesełkach siedział i czekał już na mnie Zibi.
- Sory, że tak długo, ale musiałam wysuszyć włosy – rzuciłam mu przepraszające spojrzenie.
- Spoko, kobiety zawsze wychodzą z basenu godzinę później niż mężczyźni.
- Wcale nie godzinę! Jakieś 20 minut może mnie nie było – zaczęłam się targować.
- Mam ci dokładnie czas policzyć? – spojrzał na zegarek uśmiechając się
- Nie musisz – ucięłam- To co idziemy? – spojrzałam na niego.
- Jasne- wstał, zabrał swoje rzeczy i skierowaliśmy się do wyjścia.
- Jeju jak mi jest zimnooo – potarłam ramiona.
- Rzeczywiście teraz się trochę ochłodziło – stwierdził Zibi narzucając na mnie swoją bluzę – Masz bo się na serio przeziębisz.
- Dzięki – uśmiechnęłam się – A tobie nie będzie zimno?
- Nie no co ty? Ja tam jestem gorący facet – zaczęliśmy się oboje śmiać. Szliśmy do ośrodka dość wolno, mieliśmy czas, aby sobie porozmawiać. Gdy dotarliśmy do windy okazało się, że nie działa i trzeba przejść się schodami, co też uczyniliśmy. Zibi został na drugim piętrze, a ja wczłapałam się na moje trzecie i otworzyłam pokój. Rozpakowałam torbę, mokry ręcznik i strój rozwiesiłam w łazience i podkręciłam grzejnik w pokoju. Mimo tego, że miałam na sobie bluzę Zbyszka było mi nadal zimno. Przebrałam się w długie spodnie, bluzkę z rękawkiem i ponownie narzuciłam na siebie jego bluzę. Włączyłam laptopa, gdy usłyszałam ciche pukanie do drzwi:
- Proszę – zza drzwi wychyliła się głowa Zbyszka.
- Dobrze trafiłem? – uśmiechnął się- Mogę ci trochę  poprzeszkadzać?
-Jasne, wchodź – uśmiechnęłam się i odstawiłam laptopa na stolik.
- Przyniosłem ci kubek ciepłej herbaty malinowej na rozgrzanie – wyciągnął w moim kierunku naczynie, z którego leciała para.
- Naprawdę ? Jeju dziękuję ci bardzo – zrobiło mi się bardzo miło, że się tak martwi – Siadaj proszę- przesunęłam się na łóżku- I od razu przepraszam za bałagan – uśmiechnęłam się
- Jaki bałagan? Ty byś do naszego pokoju weszła… Tam to dopiero jest artystyczny nieład – zaśmiał się.
- A z kim mieszkasz?
- Z Miśkiem i wierz mi, że ani ja, ani on do  przesadnych czyścioszków nie należymy – zaczęliśmy się oboje śmiać
- Reszta jeszcze bawi się na pływalni?
- Pewnie tak i jak znam życie zejdzie im jeszcze jakieś półtorej godzinki. Igła zanim nakręci nowe materiały na bloga to trochę potrwa.
- No tak zapomniałam, że też udzielałam mu wywiadu, ale niestety nie miałam przyjemności go dokończyć, bo jakiś baran wrzucił mnie do wody… - skrzywiłam się
 - Ten nasz Bartuś… - skwitował Zibi – Mogę zobaczyć foty z dzisiejszego treningu? Bo widziałem, że szalałaś z aparatem – uśmiechnął się.
-No jasne – przysunęłam stolik z laptopem i zaczęliśmy przeglądać zdjęcia. Zajęło nam to jakieś dobre dwadzieścia minut, bo trochę ich było.
-A to co? – spytał Zibi spoglądając na album leżący na półce – Tam też masz jakieś swoje fotki?
- Moje tak, ale niekoniecznie mojego autorstwa – uśmiechnęłam się- Można powiedzieć, że taki album rodzinny…
- Mogę przejrzeć? –spytał z nadzieją w głosie.
- W sumie to raczej go nikomu nie pokazuję bo…
- Szkoda – rzucił Zbyszek patrząc na mnie smutnym wzrokiem.
- No, ale dla ciebie zrobię wyjątek – podeszłam do półki, zdjęłam album i zajęłam swoje wcześniejsze miejsce -  w końcu to ty wyciągnąłeś mnie z tego basenu, pożyczyłeś bluzę i zrobiłeś pyszną herbatkę – uśmiechnął się podając mu album.
- Na wujka Zibiego zawsze możesz liczyć – zaśmiał się
- Poczekaj! Zanim otworzysz obiecaj mi, że nie będziesz się ze mnie nabijał po obejrzeniu tych zdjęć ok?
- Jasne – uśmiechnął się i zaczął przerzucać kartki. „ To ja i moja mama” wyjaśniałam Bartmanowi kolejne zdjęcie. „Mój brat Radek i jego dziewczyna”, „ Tutaj ja z moim bratem”, „Tu z kolei ja, mój brat i mama”, „A tu…”
- Ooo fotki z hali ? Co to? Spodek w Katowicach? – spytał Zibi przyglądając się fotografii.
- Tak, ale może lepiej już nie przewracaj dalej bo nie chcę się skompromitować – skrzywiłam się.
- Daj spokój, a to jest… Oooo my! Znaczy się reprezentacja – wyszczerzył się Zibi – Nie mówiłaś, że interesujesz się siatkówką…
- Bo o to nie pytałeś – wystawiłam mu język
- A tu Krzysiu, Arek… Jej ile miałaś wtedy lat ?
- Bardzo mało jak widać, ale to nie zmienia faktu, że i tak byli wyżsi ode mnie. Przerzucaj dalej – uśmiechnęłam się
- Haaaa!  I fota z wujkiem Zbyszkiem… Czekaj,czekaj… Pamiętam to! – zaśmiał się Zibi – Te wszystkie napalone fanki chciały cię wtedy zgnieść jak stałaś w kolejce po fotkę.
- Po fotkę i autograf – uśmiechnęłam się – Dokładnie tak było. Rozmawialiśmy jeszcze z dobrą godzinę, potem przyszedł Olek i powiedział, że za dwadzieścia minut spotykamy się na kolacji. Oddałam Zbyszkowi bluzę, podziękowałam za herbatkę i towarzystwo i obiecałam, że usiądę przy ich stoliku na stołówce. Wyłączyłam komputer, ogarnęłam trochę w pokoju i zeszłam na dół.

niedziela, 3 lutego 2013

Rozdział 6


Spotkanie nie trwało długo. Prezes Przedpełski zaoferował mi dodatkową funkcję fotografa Reprezentacji. Trochę mu pomarudziłam, że fotki cykam bardziej amatorsko i że się nie nadaję, ale w końcu się zgodziłam. Po spotkaniu poszliśmy na halę. Chłopaki skierowali się prosto do szatni, a ja razem ze sztabem medycznym weszliśmy na boisko. Obiekt zrobił na mnie duże wrażenie, był ładny i bardzo dobrze przystosowany do potrzeb graczy. Rozłożyliśmy na krzesłach torbę z lekami, bandażami i innymi rzeczami, które mogły się przydać podczas 3-godzinnego treningu. Chwilę za nami na halę weszli trenerzy i statystycy, którzy od razu zajęli się swoją pracą. Tobiasz chciał podejść i pogadać, ale Jarząbek zarzucił go pracą na wejście i nie było okazji. Później przyszli chłopcy i zaczęli rozciąganie. Potem ćwiczyli zagrywkę, atak i przyjęcie. Ja oczywiście w tym czasie robiłam zdjęcia. Po 1,5 godzinie trener pozwolił im trochę odpocząć, zmęczeni zeszli z boiska i dorwali się do wodopoju. Był to trochę śmieszny widok więc postanowiłam go uwiecznić swoim aparatem. Usiadłam  na krzesełku obok Olka i zaczęliśmy rozmawiać, gdy nagle ktoś stanął za mną i wychylił się przez moje lewe ramię krzycząc mi do ucha:
- Pokażesz foty? – ody odwróciłam głowę zobaczyłam wyszczerzoną mordkę Kurka. Wystraszył mnie jak nie wiem co.
- Oszalałeś? – warknęłam – Nie podchodzi się do ludzi od tyłu i nie wrzeszczy się im do ucha. Chcesz mnie na zawał wykończyć ? – posłałam mu mordercze spojrzenie
- Przepraszam – wymamrotał – Chciałem tylko zobaczyć zdjęcia…
- Bartuś jak chcesz mieć całe ząbki to więcej tak nie rób – wtrącił się Olek – Wierz mi, wiem coś na ten temat – i zaczął się śmiać. Ja także wybuchnęłam śmiechem, bo przypomniała mi się poranna sytuacja w lesie kiedy to jemu chciałam zasunąć „plaskacza”.
- Słuchaj Olka – powiedziałam z uśmiechem – A zdjęcia mogę Ci pokazać jak już je zrzucę na kompa. W tym momencie podszedł do nas Winiar przysłuchujący się całej rozmowie:
- No proszę Bartek, naszą panią stażystkę znamy jeden dzień, a ty się już zdążyłeś zaprzyjaźnić? – wyszczerzył zęby w uśmiechu.
- A co zazdrościsz? –odciął się tamten
- Ależ skąd, ponieważ ja także zamierzam się oficjalnie przedstawić – podszedł do mnie i wyciągnął rękę – Michał jestem – wstałam z krzesełka i uścisnęłam jego dłoń
- Lilianna, miło mi – uśmiechnęłam się
- Może od razu przejdziemy na „ty”, będzie się nam lepiej współpracowało – wyszczerzył się – A więc po prostu Winiar
- Dobra Winiar mów mi Lilka – oboje wybuchnęliśmy śmiechem. Oczywiście musiał się też zjawić Igła, bo jego zawsze jest wszędzie pełno:
- Czołem sztabie medyczny- rzucił – A wy chłopaki co? Do roboty i ćwiczyć zagryweczki, a nie mi tu Lilkę bajerujecie – zaśmiał się
- Z tym staruchem też jesteś na „ty”? – zdziwił się Winiar
- Winiarski! Ja cię kiedyś…- nie zdążył dokończyć Krzysio, bo w pół zdania wszedł mu Dziku, który zjawił się nie wiedzieć skąd.
- Ja w takim razie też się z miłą chęcią zapoznam z panią Lilianną – spojrzał na mnie z uśmiechem i wyciągnął do mnie rękę- Michał, miło mi – uścisnęłam jego dłoń i odwzajemniłam uśmiech.
- Lila i też jest mi bardzo miło.
- Mów mu „Dziku” na to reaguje sto razy lepiej, bo jak mówisz „Michał” to Winiarski, Kubiak i Ruciak krzyczą „co?” i wtedy musisz tłumaczyć, o którego z nich chodzi – wtrącił swoją teorię Bartek. Uśmiechnęłam się do niego.
- Dzięki za radę, na pewno zapamiętam. – Trener zaczął ich wołać z powrotem na boisku i musieliśmy zakończyć naszą rozmowę. Do końca treningu robiłam im zdjęcia, trochę porozmawiałam z trenerem, trochę z doktorem i jakoś zleciało. Chłopaki poszli się przebrać, a my zabraliśmy wszystkie rzeczy. Wszyscy razem wyszliśmy z hali. Dogonił mnie Tobiasz i razem poszliśmy do ośrodka. Mieliśmy się spotkać za dwadzieścia minut na stołówce, wiec szybko zostawiłam rzeczy w pokoju i zeszłam na obiad. Podeszłam do okienka po swoją porcję i zaczęłam się rozglądać za wolnym stolikiem, sztabu szkoleniowego jeszcze nie było.
- Lilaaaa! Chodź do nas – wołał w moim kierunku Bartek. Siedział przy największym stole razem z Igłą, Winiarem, Gumą, Możdżim i Nowakowskim. Stwierdziłam, że co mi szkodzi, przecież mnie nie zjedzą i ruszyłam w ich kierunku. Zajęłam wolne miejsce
- Dzięki bardzo – uśmiechnęłam się
-Zajęliśmy specjalnie dla ciebie – wyszczerzył się Winiarski
- Tak? No to czuję się wyróżniona – zaśmiałam się cicho
- Widzę, że z większością mojej drużyny się już zapoznałaś i tylko ja i jeszcze paru innych formalnie się nie przedstawialiśmy? – zaczął rozmowę Możdżonek
- Jeżeli Krzysiu, Łukasz, Michał W., Michał K., i Bartek stanowią większość to tak – uśmiechnęłam się i wyciągnęłam do niego rękę – Lilianna, ale wszyscy mówią mi Lilka.- Marcin uścisnął moją dłoń i także się przedstawił:
- Marcin, Możdżi, a odkąd ten głąb ( tu wskazał na Krzyśka) kręci „Igłą Szyte” to także i Magneto bądź El Capitan – zaśmiał się
- Zapamiętam- odpowiedziałam z jeszcze większym uśmiechem.
- No to ja jestem Piotrek zwany Cichym Pitem – zaśmiał się Nowakowski podając mi rękę
- Lilka, miło mi- odwzajemniłam uśmiech
- Paweł – wyciągnął rękę Zagumny – Mów mi wujek Guma – wyszczerzył się.
- Hahaha wujek Guma? Ok, ok – zaśmiałam się ściskając jego rękę
-Skoro mamy razem pracować to w miłej atmosferze – skwitował Bartek i zaczęliśmy jeść obiad. Po obiedzie chłopcy mieli pół godziny przerwy, a potem zaplanowany basen. Liczyłam na to, że jak oni będą na basenie to stażyści dostaną chwilę wolnego. Tak też się stało, podszedł do nas Olek i powiedział mi, że nie muszę iść z nimi na basen chyba, że mam taką ochotę. Zaraz zawrzał ogólny protest:
-Jak to nie musi? – wrzasnął Kurek – A jak się nam coś stanie i będzie trzeba  hmmm… opatrzeć, pomasować czy coś?
- To będzie z wami przecież doktor i Olek. – powiedziałam z lekkim uśmiechem – A z resztą co wam się może stać na basenie?
- Oj dużo się może stać –zachichotał Winiar – Kurek chciał ci się po prostu swoją gołą klatą pochwalić, a ty nie chcesz z nami iść.- Wszyscy parsknęli głośnym śmiechem z wyjątkiem Bartka oczywiście, który na początku próbował protestować, ale gdy zobaczył, że nie ma siły przebicia zrobił się czerwony jak burak i ucichł. Do naszego stolika podszedł Tobiasz:
- Lila masz ochotę wypić ze mną kawę, albo herbatę?  Mamy teraz trochę czasu bo drużyna ewakuuje się na basen więc pomyślałem, że moglibyśmy posiedzieć, porozmawiać i bliżej się poznać…
-Lilianna zapewne z miłą chęcią poszłaby z tobą na kawę gdyby swój staż odbywała u statystyków. Bardzo mi jednak przykro z tego powodu, ale ona swój staż ma w sztabie medycznym, który na basenie musi być obowiązkowo! – powiedział stanowczo Igła.Tobiasz zmieszał się, przeprosił i szybko się zmył. W biegu powiedział jeszcze, że zajrzy do mnie wieczorem i czym prędzej wyszedł ze stołówki. Spojrzałam na Igłę lekko zdziwiona
-Yyyy co to miało znaczyć?
- To, że idziesz z nami na basen – wyszczerzył się w szerokim uśmiechu
- Nie, nie idę. Słyszałeś co powiedział Olek? Mam wolne więc mam chyba prawo zdecydować co będę w tym czasie robić – spojrzałam na niego znacząco, ale tan nadal cieszył mordkę i nie sposób było patrząc na niego się nie uśmiechnąć
- Krzysiek dobrze zrobił – odezwał się Bartek – Ewidentnie ten koleś się do ciebie przystawia – w tym momencie zakrztusiłam się kompotem, który piłam
- Co? Rany człowieku ja go znam tyle co was – jeden dzień! – wkurzyli mnie trochę swoim zachowaniem.
- I o jeden dzień za dużo – mruknął pod nosem Guma. Spojrzałam na niego, ale nie odezwałam się już słowem. Dokończyłam pić kompot, podziękowałam za towarzystwo i poszłam odnieść talerze do okienka. Chłopaki też się zbierali. Gdy wyszłam ze stołówki oni czekali na windę. Ja postanowiłam się przejść schodami, bo jakoś nie miałam ochoty z nimi jechać.
-  No weź się nie wygłupiaj tylko wsiadaj – powiedział Marcin trzymając drzwi
- Nie dziękuję, wolę się przejść – rzuciłam mu lekki uśmiech i skierowałam się w stronę schodów.
- W którym pokoju mieszkasz? – krzyknął w moim kierunku Igła
- 316, trzecie piętro – rzuciłam wbiegając na pierwszy schodek i nawet nie odwracając głowy w ich kierunku. Po dotarciu na pierwsze piętro zaczynałam żałować, że nie wsiadłam z nimi do windy, a gdy dotarłam na trzecie to byłam na siebie wściekła. Weszłam do pokoju i od razu rzuciłam się na łóżko. Nie miałam totalnie siły, ale przecież nie mogłam tak leżeć w nieskończoność. Wyjęłam z torby laptopa i włączyłam go. Zgrałam zdjęcia z treningu, a trochę to trwało bo cyknęłam ich ok 300. Nie chciało mi się teraz ich przeglądać, stwierdziłam, że później to zrobię. Między czasie sprawdziłam fejsa i maila, ale nic ciekawego tam nie zastałam. Zadzwoniłam do Radka zapytać czy szczęśliwie dojechał do domu. Opowiedziałam mu co robiłam i zapewniłam milion razy, że u mnie wszystko ok. Napisałam krótką wiadomość do mamy, żeby się nie martwiła i włączyłam muzykę. Zapodałam Happysad „Mów mi dobrze” i znów padłam na łóżko. Po chwili usłyszałam pukanie do drzwi. Wcale nie chciało mi się wstawać, dlatego zmieniłam tylko pozycję na siedząc i krzyknęłam: „proszę” ściszając muzykę. Zza drzwi wychyliła się głowa Krzyśka, Winiara i Bartka
-Możemy trochę poprzeszkadzać? – zapytali wchodząc do pokoju
- No możecie, możecie – uśmiechnęłam się mimowolnie.
-Słuchaj… - zaczął Igła – Bo na tej stołówce to trochę głupio wyszło… I chyba należą ci się wyjaśnienia…
- No nie ukrywam, że by się przydały – spojrzałam na niego
- Chodzi o to, że my chcemy dla ciebie jak najlepiej – wypalił Bartek. Spojrzałam na niego nieco zaskoczona.
- No właśnie i chcieliśmy ci tylko powiedzieć, żebyś uważała na tego całego Tobiasza- dodał Michał
- Do tej pory mnie nie zjadł i chyba już tego nie zrobi – skomentowałam ich słowa
- Oj wiesz, że to nie o to chodzi… - ciągnął Igła
- W takim razie o co? – spojrzałam na niego
- No rany powiecie jej w końcu? – nie wytrzymał Bartek – Z tego twojego Tobiasza to niezły kobieciarz jest i uważaj na niego, a  najlepiej to nie spędzaj z nim za dużo czasu – wypalił. Patrzyłam na niego wielkimi oczami
- Po pierwsze… To nie jest „mój” Tobiasz, po drugie znam go tyle co was, a po trzecie pracujemy razem więc trudno, żebym go nie spotykała. Ten ośrodek, aż tak wielki nie jest bądź co bądź…A poza tym to wy też chyba go dopiero wczoraj poznaliście prawda? – wszyscy trzej przytaknęli – W takim razie nie wiem na jakiej podstawie tak sądzicie, ale nich wam będzie… Ja i Tobiasz jesteśmy tu stażystami i jesteśmy najmłodsi, to logiczne, że staramy się trzymać razem… A z resztą i tak najbardziej poszkodowana to tu jestem ja. Sama jedna i prawie 25 facetów wraz ze sztabem szkoleniowym.
- Pfffi i ty to nazywasz poszkodowaniem? – zaczął Igła – Ja bym to nazwał szczęściem, możesz przebierać ile wlezie – zaczął się śmiać
- Taaa… A wy przypadkiem nie musicie już iść na ten basen? – spytałam z nadzieję, że już się wyniosą z mojego pokoju i będę miała chwilę na to, aby odpocząć
- Pod warunkiem, że pójdziesz z nami – wyszczerzył się Winiar
- To muszę was zmartwić, ale idziecie sami- popatrzyłam na nich znacząco. Igła z Bartkiem w tym czasie spacerowali sobie już po moim pokoju.
- Całkiem przytulnie tu masz, prawie jak w domu – prawił komplementy Bartek
- Całkiem znośnie – ucięłam
- A kiedy mi pokażesz zdjęcia, zgrałaś już? – ciągnął temat
- Zgrałam, ale przed chwilą wyłączyłam laptopa. Obiecałam, że pokażę to słowa dotrzymam, ale później ok?
- To ja wpadnę wieczorem pooglądać – wyszczerzył ząbki
- No dobra, ale nie zbyt późno – spojrzałam na niego – Muszę się wyspać, bo dzisiaj wstałam o 5.00
- Po co tak wcześnie? – zdziwił się Igła
- Nie mogłam spać, zawsze tak mam gdy jestem w nowym miejscu.
- To trzeba było przyjść do wujka Winiara, to bym ci bajkę opowiedział – zaczął się śmiać Misiek
- Następnym razem skorzystam – skwitowałam jego pomysł
- A co to? – Krzysiek dorwał w ręce mój album.
- Nic, nic – szybko  go zabrałam z jego rąk – Nie ważne, takie tam moje prywatne sprawy
- Wygląda jak album na zdjęcia… Myślałem, że dasz obejrzeć – spojrzał na mnie
- Nie… Yyyy znaczy może lepiej nie – uśmiechnęłam się – A w ogóle to zbierajcie się już bo nie zdążycie- spojrzałam na nich
- No, ale idziesz z nami tak? – Winiar nie dawał za wygraną. Wiedziałam, że jak nie powiem im, że z nimi pójdę, to nie dadzą mi żyć. Wiec dla świętego spokoju zgodziłam się. Uradowani wyszli z pokoju i powiedzieli, że czekają na mnie na dole. Byłam na siebie wściekła, ale nie mogłam pozwolić, aby zobaczyli mój siatkarski album… Co to, to nie. Wygrzebałam z szafy strój kąpielowy, spakowałam go do torby razem z ręcznikiem, klapkami i paroma innymi rzeczami. Zamknęłam pokój i poszłam do windy, bo zjechać na dół. Gdy tylko z niej wysiadłam i zobaczyłam całą ekipę stojącą na dole zaczęłam żałować, że dałam się namówić.



sobota, 2 lutego 2013

Rozdział 5


Obudziłam się o 5.00 rano i nie mogłam już usnąć. Nic nie dało przewracanie się z boku na bok, dlatego po kilku nieudanych próbach zaśnięcia zwlekłam się w końcu z łóżka. Spojrzałam na zegarek– 5.15. Odsłoniłam roletę w oknie i zobaczyłam promyki słońca przebijające się między drzewami pobliskiego lasu. Doszłam do wniosku, że zrobię coś dla zdrowia i pójdę pobiegać. Szybko wygrzebałam z szafy dres i buty sportowe. Wciągnęłam luźny t-shirt i zapięłam bluzę pod szyję. Mimo tego, że był początek lipca poranki były chłodne. Wychodząc z pokoju wzięłam jeszcze mp3. Zamknęłam pokój i zjechałam windą na dół. W całym ośrodku było cicho, widocznie wszyscy jeszcze spali. Z resztą co tu się dziwić, kto normalny wstaje o 5.00 rano? Wyszłam z budynku i skierowałam się w stronę pobliskiego lasu. Biegłam wśród drzew podziwiając uroki tego miejsca. Moja kondycja nie należała do najlepszych dlatego po przebyciu dość sporego odcinka leśnej drogi po nierównym gruncie musiałam odpocząć. Szłam powolnym krokiem i wdychałam świeże leśne powietrze. W słuchawkach leciała piosenka Strachów „Czarny chleb i czarna kawa”. Spacerowałam rozglądając się dookoła i coraz bardziej zaczynało mi się tutaj podobać. Nagle ktoś załapał mnie za ramię. Wystraszyłam się okropnie i odwróciłam z podniesioną do góry ręką tak, jakbym chciała komuś zdrowo zasunąć.
 - Hej, hej spokojnie to tylko ja! Nie bij – uśmiechnął się do mnie Bielecki, a ja opuszczając rękę na dół uśmiechnęłam się do niego i wyłączyłam muzykę z mp3.
- Dzień dobry! Jeju dobrze, że nie zdążyłam wziąć zamachu bo mogłoby to się źle skończy – uśmiechnęłam się. – Niestety tak już reaguję jak ktoś podejdzie po cichu za moimi plecami i mnie wystraszy.
- Wcale nie byłem cicho, wołałem cię, ale nie słyszałaś – spojrzał na mnie
- Miałam dość głośno włączoną muzykę – wskazałam na mp3
- No chyba, że tak – uśmiechnął się- Ale tak właściwie co ty tutaj robisz o tej porze? – spojrzał na zegarek
-Obudziłam się wcześniej i nie mogłam zasnąć więc postanowiłam pobiegać, a przy okazji zwiedzić trochę okolicę. A pan co tak wcześnie robi na nogach? Jak wychodziłam z ośrodka to było strasznie cicho, myślałam, że wszyscy jeszcze smacznie śpią.
- Ja też dzisiaj jestem rannym ptaszkiem – zaśmiał się- Przyszedłem sobie pobiegać podobnie jak ty. W sumie to biegam codziennie, bo trzeba być w dobrej formie w pracy- wyszczerzył swój rząd białych ząbków.
- Nie wiem czy ja bym się zdobyła na coś takiego. Od czasu do czasu owszem, lubię sobie pobiegać, ale codziennie wstawać tak wcześnie jak pan to raczej nie w moim stylu. Ogólnie to jestem strasznym śpiochem – uśmiechnęłam się.
- Z reguły biegam wieczorami, bo też lubię sobie pospać. A tak poza tym to może przejdziemy na „ty”? Będziemy razem pracować i zdecydowanie lepiej będę się czuł kiedy będziesz do mnie mówiła tak jak wszyscy  - „Olo”, a nie jakiś tam „pan Aleksander” –wyciągnął do mnie rękę z szerokim uśmiechem na twarzy – Olek jestem
- Lilka – uścisnęłam jego dłoń. –Bardzo mi miło – odwzajemniłam jego uśmiech.
- Mnie również jest bardzo miło. To co… Biegniemy dalej czy się przespacerujemy? – spojrzał na mnie.
- Jeżeli mam możliwość wyboru to stawiam na spacer – ruszyliśmy powoli leśną ścieżką.
- Opowiedz mi jak to było z tym konkursem u ciebie na uczelni?
- Ogólnie składał się z dwóch etapów. Pierwszy to wiedza o fizjoterapii i zajęcia praktyczne z pacjentem, a jak już przeszłam do drugiego etapu to zadanie było dość nietypowe. Należało przedstawić w jakiś sposób pracę fizjoterapeuty. Ja zdecydowałam się wybrać fizjoterapeutę sportowego. Zrobiłam prezentację z moich zdjęć robionych na meczach siatkarskich. Pododawałam odpowiednie komentarze i podpisy i… udało mi się wygrać.
- No to raz jeszcze moje gratulacje. Chciałbym kiedyś zobaczyć twoje zdjęcia – uśmiechnął się
- Zajmuję się tym bardziej amatorsko niż profesjonalnie, bo dopiero niedawno zaczęłam też studia na drugim kierunku – fotografii.
- Coraz bardziej się cieszę, że to właśnie ty masz u nas staż. Wyglądasz na osobę bardzo otwartą i myślę, że bez problemu dogadasz się z chłopcami. Wiesz… Na początku mogą być jeszcze w lekkim szoku, bo nigdy nie zdarzyło się tak, żeby w naszym sztabie pracowała kobieta, a już na pewno nie jako fizjoterapeutka.
- Zdążyłam się o tym przekonać już wczoraj jak szli do pana po… znaczy się twojego pokoju  i rozmawiali.
- Przyzwyczają się, zobaczysz  -uśmiechnął się – Musisz mieć do nich trochę cierpliwości, bo czasami potrafią być strasznie marudni i nieznośni.- zaśmiał się
- Dziękuję za radę, będę uważała. – także zaczęłam się śmiać.
- Jeżeli coś byłoby nie tak to oczywiście zawsze możesz do mnie przyjść i pogadać, zapytać o coś… - uśmiechnęłam się i podziękowałam – I proszę cię jeszcze o jedno, a mianowicie nie traktuj mnie jak szefa, czy kogoś kto jest ponad. Bossem tu jest Anastasi, a ja jestem tylko twoim opiekunem stażu i mam nadzieję, że nasze relacje będą takie luźne, a nie sztywne i urzędowe – uśmiechnął się
- Jasne, też mam taką nadzieję – odwzajemniłam uśmiech. Miło się spacerowało i gawędziło, ale trzeba było już wracać do ośrodka, bo dobiegała godzina 7.00, a sztab szkoleniowy miał się spotkać przed śniadaniem o 7.45 tak jak ustaliliśmy poprzedniego wieczoru. Wróciliśmy razem z Olkiem do budynku.
- To do zobaczenia na dole – uśmiechnęłam się  i poszłam do swojego pokoju. Wzięłam szybki prysznic, przebrałam się w błękitną sukienkę i wysuszyłam włosy. Spięłam je w lekkiego koka, a kilka pasm loków wypuściłam swobodnie na ramiona. Wcale nie byłam głodna, ale należało iść na śniadanie ze wszystkimi. Zamknęłam pokój i zeszłam na dół o 7.40. Przywitałam się ze wszystkimi ze sztabu i zajęłam miejsce między Tobiaszem, a Olkiem. Plan dnia wyglądał następująco: śniadanie, pół godziny przerwy, 3-godzinny trening na hali, obiad, kolejne pół godziny przerwy, basen, trochę czasu wolnego do kolacji, a potem wspólne spotkanie ze statystykami i praca z trenerem. Dość ciekawie i intensywnie zapowiadał się dzisiejszy dzień, ale nikt przecież nie mówił, że będzie łatwo. Po spotkaniu poszliśmy prosto na stołówkę gdzie siedzieli już i zajadali w najlepsze nasi siatkarze.  Przechodząc obok ich stolików przywitałam się i życzyłam im smacznego. Podziękowali i życzyli mi tego samego. Usiadłam przy stoliku „medycznym” razem z doktorem  i Aleksandrem. Dosiedli się do nas statystycy wraz z Tobiaszem. Na śniadanie były płatki owsiane z mlekiem, kanapki z różnymi pysznościami, parówki i sałatka. Wybrałam sałatkę i kanapkę z serem. W trakcie śniadania trener przedstawił chłopakom harmonogram działań na dzień dzisiejszy. Po śniadaniu każdy rozszedł się do swojego pokoju, aby chwilkę odpocząć i przygotować rzeczy potrzebne na trening. Ja także udałam się do swojego pokoju. Zdążyłam wejść i zamknąć za sobą drzwi, gdy ktoś zaczął w nie pukać.
- Proszę – powiedziałam otwierając.
- Dobrze, że cię zastałem. Słuchaj jest sprawa. – do pokoju wpadł poddenerwowany Olo.
- Coś się stało? – zapytałam z lekkim niepokojem w głosie.
- Tak! To znaczy nic strasznego, ale niespodziewanie przyjechał prezes Przedpełski i chce jeszcze przed treningiem spotkać się na chwilę z chłopakami. Teraz rozmawia z trenerami i statystykami. Poprosił też tam mnie i doktora, dlatego Andrea ma do ciebie ogromną prośbę. Powiadom proszę chłopaków, że przed treningiem mają przyjść do konferencyjnej ok? – spojrzałam na niego lekko zdziwiona
- Dlaczego akurat mi powierzył to zadanie? – spytałam zaskoczona
- No bo powiedział, że szybciej ich przekonasz niż np.  Tobiasz. – wyszczerzył się- Oni bardzo nie lubią jak się nagle zmienia plan, ale jakoś im to wytłumaczysz prawda?
- Postaram się – spojrzałam na Bieleckiego. Ten tylko się uśmiechnął i rzucił wychodząc z pokoju:
- Wszyscy mieszkają piętro niżej począwszy od pokoju 212, resztę jakoś znajdziesz. Powodzenia i widzimy się na spotkaniu z prezesem – i już go nie było, a ja miałam przed sobą pierwsze, trudne zadanie do wykonania. Szybko przebrałam się w szorty i bluzkę na ramiączkach. Było strasznie gorąco, a na treningu musiałam czuć się swobodnie więc sukienka odpadała. Wzięłam moją lustrzankę, z którą nigdy się nie rozstawałam, torbę przewiesiłam przez ramię i zamknęłam pokój. Jedno piętro w dół zeszłam schodami i stanęłam przed drzwiami pokoju 212. Zastanawiałam się kto tam mieszka, ale przez drzwi usłyszałam śmiech Igły, głos Ziomka i Kurasia. Domyśliłam się, że ten ostatni wpadł na ploty. Zapukałam cicho, a gdy usłyszałam głośne „ proszę” uchyliłam drzwi i zajrzałam do środka.
-Dzień dobry po raz drugi! Mogę zająć panom chwilkę? – uśmiechnęłam się lekko
- Ooo kogóż moje oczy widzą – zaśmiał się Igła – No jasne, wchodź
- A mogę wiedzieć czemu zawdzięczamy tak miłą wizytę? – wtrącił się Ziomek
- Oczywiście, mam do przekazania wiadomości od trenera. Przyjechał prezes Przedpełski i plan uległ lekkiej zmianie. Prezes jeszcze przed treningiem chce się z panami zobaczyć w sali konferencyjnej. – wyrecytowałam na jednym oddechu
- O rany – jęknął Kurek – Co oni znowu wymyślają?
- Niestety szczegółów mi nie podano, ja tylko wypełniam zadanie poinformowania panów –uśmiechnęłam się lekko.
-Kuraś nie jęcz – wtrącił Ziomek – A tak poza tym to skoro mamy już razem pracować przez bite dwa tygodnie to może przejdziemy na ‘ty’? – zaproponował – Będzie łatwiej rozmawiać, bo jak mówisz do mnie na „pan” to brzmi to bardzo oficjalnie
- No i to jest pomysł wtrącił Igła – wstając z łóżka, na którym siedział i idąc w moim kierunku. To samo uczynili Łukasz i Bartek. Ziomek jako pierwszy wyciągnął do mnie rękę i powiedział:
- Oficjalnie to Łukasz, a nieoficjalnie mówią do mnie Ziomek, Strudel, Łuki i jeszcze kilka innych odmian mojego imienia –uśmiechnął się promiennie. Uścisnęłam jego dłoń.
- Bardzo mi miło, jestem Lilianna, ale przyjaciele mówią mi Lilka bądź Lila, jak komu wygodniej – odwzajemniłam uśmiech.
- No to teraz ja – wyszczerzył się Kurek i wyciągnął do mnie rękę – Bartek, przez kolegów nazywany Kurasiem
- Albo Siurakiem – wtrącił Igła szczerząc ząbki. Bartek spiorunował go swoim spojrzeniem. Uścisnęłam jego rękę
- Lilka, miło mi – i odwzajemniłam uśmiech
- Starsi zawsze mają pierwszeństwo, ale jak widać te głąby tego nie rozumieją – zaczął nawijać Igła. Łukasz z Bartkiem wymienili tylko znaczące spojrzenia.  – Krzysztof jestem, dla przyjaciół Krzysiu, ale najprościej to mów mi tak jak wszyscy, po prostu Igła – wyciągnął do mnie dłoń. Uścisnęłam jego rękę i uśmiechnęłam się promiennie.
- Lilka, bardzo mi miło i ogromnie się cieszę, że mogę pana  wreszcie poznać.
- Wreszcie? – zagadnął Ziomek – No nie mów, że chciałaś poznać tego buraka- oboje z Bartkiem wpadli w śmiech. Krzysiek spojrzał na nich i skomentował tylko:
- Cieszą się, bo odcięli się za „głąbów”. Tylko jeszcze  nie wiedzą jaką ja bronią dysponuję – zaśmiał się cwaniacko.
- Czyżby posiadał pan pogrążające ich filmiki?
- Ja posiadam tylko takie- zaśmiał się – I jaki znowu pan? Po prostu Krzysiek.
- Oczywiście Krzysiu – uśmiechnęłam się- Minie jeszcze trochę czasu zanim się przyzwyczaję, ale przyznam, że trochę mi głupio mówić do was po imieniu.
- No wiesz? – oburzył się Kuraś – My to jesteśmy prawie z tego samego rocznika, Ziomek jest ciut starszy, ale tylko ciut –pokazał palcami o jaką ilość mu chodzi – Za to Igła… Do niego to możesz mówić dziadku – oboje z Łukaszem wybuchnęli gromkim śmiechem.
-Prawie… - uśmiechnęłam się- 34 lata to chyba jeszcze za mało jak na dziadka?
-Oooo widzę, że koleżanko doinformowana po całości i zaglądała w metryki kadry – wyszczerzył się Krzysiek
- Można tak powiedzieć… -uśmiechnęłam się- No tak wy mnie tu zagadujecie, a ja muszę poinformować resztę drużyny o zmianach w planie. Zmykam w takim razie i do zobaczenia na dole.
-Paaa – odpowiedzieli chórkiem
- Aaa! Mam jeszcze do was pytanie…
-Słuchamy – uśmiechnął się Kuraś
- Gdzie znajdę resztę ekipy, w sensie które to pokoje?
- Trzy naprzeciwko i po prawej do końca korytarza – z uśmiechem odpowiedział Ziomek
-Dzięki bardzo – odwzajemniłam uśmiech
- Olo, albo trener nie powiedzieli ci konkretnie gdzie nas szukać? –zapytał zdziwiony Igła
- No właśnie nie, a do was trafiłam bo było najgłośniej. Tak hałasujecie, że aż słychać na korytarzu.
-  Oj tam, oj tam – zarzucił Igła- I co niby poznałaś nas po głosach tak?
- No jasne, że tak –uśmiechnęłam się
- A skąd ty znasz nasze głosy? – wyskoczył z niezbyt mądrym pytaniem Bartek. Wszyscy troje popatrzyliśmy na niego i wybuchnęliśmy śmiechem. Na początku był trochę zdezorientowany, ale potem zaczął się śmiać razem z nami.
- Pozwól, że wytłumaczę ci to innym razem, bo teraz naprawdę muszę już iść – powiedziałam z uśmiechem w jego kierunku
- To wpadnij do nas jak będzie chwila wolnego, mieszkam w pokoju z Winiarskim w 215 – uśmiechnął się
- Zobaczymy- rzuciłam wychodząc i machając na pożegnanie. Ruszyłam do pokoju obok i cicho zapukałam. Gdy usłyszałam „proszę” weszłam do środka. Trafiłam do pokoju Gumy i Możdżiego, ale siedział u nich też Kubiak, Jarosz i Rucek, także miałam mniej chodzenia po innych pokojach i szukania ich. Przekazałam wiadomość i poszłam dalej. Kolejny pokój zajmował… W sumie to nie wiem czyj to był pokój, w każdym razie zastałam tam Winiara, Zibiego, Pita i Kosę. Powiedziałam im co miałam powiedzieć i poszłam na dół.

 

 

piątek, 1 lutego 2013

Rozdział 4


Kolejne dni mijały bardzo szybko. Spędziłam cały ten czas z bratem, bo odkąd wyprowadziłam się do Warszawy nie widywaliśmy się tak często. On mieszkał w naszym rodzinnym domu w Kołobrzegu, tam miał swoją pracę i dziewczynę – Angelikę. Nasza mama pracowała we Włoszech przyjeżdżała do Polski co pół roku z reguły na święta. Wtedy mieliśmy okazję się z nią zobaczyć. Za to często pisała listy, dzwoniła w miarę możliwości i rozmawiała z nami przez skype'a. Trudno jej było wyjechać, ale w kraju nie mogła znaleźć pracy, a utrzymanie dwójki dzieci trochę kosztuje. Gdy zdecydowała się na ten krok ja miałam 15 lat, a Radek 21. Studiował, zajmował się mną i domem, a w weekendy i wieczorami pracował dorywczo. Nigdy nie narzekałam i nie marudziłam. Cieszyłam się, że mam takiego brata i czułam się przy nim bezpieczna. On od zawsze był dla mnie wielkim wsparciem i opoką. Był jedynym facetem w moim życiu, który mnie nigdy nie zawiódł i zawsze był przy mnie wtedy, gdy go potrzebowałam. Ojca w zasadzie nie pamiętam… Odszedł od nas gdy miałam 3 lata. Jak przez mgłę nieraz przypomina mi się ten okres dzieciństwa. Z opowiadań brata wiem, że nie było on za bardzo udany, bo ojca ciągle nie było w domu. Po pracy wolał włóczyć się gdzieś z kolegami zamiast zająć się dziećmi i domem, pomóc mamie. Pamiętam jak się kłócili i krzyczeli… Aż któregoś dnia po prostu spakował swoje rzeczy i wyszedł z domu. Od tej pory więcej go nie widziałam. Dziadków od strony mamy jak  zarówno taty nie zdążyłam poznać . Moja mama była jedynaczką, nie miała rodzeństwa, podobnie jak tato. Co do mojego ojca to wiedziałam o nim tyle, że wyjechał do Stanów, znalazł sobie jakąś kobietę i miał z nią dwójkę dzieci. Do nas nie odezwał się ani razu, przestaliśmy go interesować… Zachowywał się tak jakbyśmy w ogóle nie istnieli. Od kiedy zaczęłam dorastać i rozumieć pewne rzeczy, to  doszłam do wniosku ojca dla mnie nigdy nie było. Opieką i bezpieczeństwem otaczał mnie za niego mój brat i to w zupełności mi wystarczało. Zawsze wydawało mi się, że mimo tego co zrobił to mama nigdy nie przestała go kochać.Od tej pory kiedy nas zostawił postanowiła zamknąć ten etap życia i więcej do niego nie wracać. Wtedy podjęła decyzję o wyjeździe i gdy miałam 15 lat pojechała do pracy do Włoch. Na początku miała opory, twierdziła, że sobie nie poradzimy i w ogóle, ale mój brat był pełnoletni i mógł się mną zająć. Zresztą zawsze to robił, a ja nie była już małym dzieckiem. Teraz gdy zadzwoniłam do niego i przegadaliśmy pół nocy to wyczuł w moim głosie strach i stres przed rozmową dnia następnego. Bez zastanawiania się wsiadł w samochód i przyjechał do mnie, aby po prostu ze mną być. Byłam mu wdzięczna za wszystko co dla mnie zrobił i nadal robi chociaż nie zawsze mu o tym otwarcie mówiłam, ale wiem, że on to wie.  Gdy nadeszła niedziela z jednej strony bardzo się cieszyłam, bo ja także tego dnia miałam rozpocząć nowy etap w swoim życiu. Chciałam od teraz się w pełni usamodzielnić, zarabiać sama nie siebie i nie obciążać za bardzo pomocą mamy i brata. Od czasu rozstania z Andrzejem nie znalazłam nikogo odpowiedniego i specjalnie nie byłam z tego powodu zawiedziona. Jak człowiek raz się zrazi, to ma później problem, żeby zaufać po raz drugi. Siedziałam w pokoju przed otwartą walizką i rozmyślałam, gdy nagle usłyszałam ciche stukanie do drzwi.
- Proszę – powiedziałam zamykając wieko walizki. Do pokoju wszedł Radek uśmiechając się do mne.
- Gotowa? Czy potrzebujesz jeszcze kolejnych dwóch godzin? – zaśmiał się
- Nie no co ty – odwzajemniłam uśmiech – Zastanawiam się czy wszystko zabrałam… Dokumenty mam, apteczkę pierwszej pomocy i podręczny sprzęt fizjoterapeuty mam, ubrania, kosmetyki i te wszystkie pierdoły też, buty spakowane więc chyba wszystko – spojrzałam na ledwo domykającą się torbę.
- Kurtka przeciwdeszczowa spakowana? – spojrzał na mnie Radek
- Po co mi kurtka przeciwdeszczowa? Mamy końcówkę czerwca człowieku… - wywróciłam oczami. Radek oczywiście musiał postawić na swoim i upchnąć mi do torby kurtkę. Stwierdziłam, że nie będę się już z nim kłócić i po prostu ją zabiorę.
- Album siatkarski zabrany?
- Rany po co? – spojrzałam na niego jak na kosmitę
- Jak to po co? Po autografy – wyszczerzył się
- Ja tam jadę do pracy, a nie autografy zbierać… Z resztą mam już podpisy ich wszystkich. Nie będę sobie robiła siary zabierając te wszystkie zdjęcia…
- Rób jak chcesz, tylko żeby potem nie było, że ci nie przypomniałem – uśmiechnął się – Idę zaparzyć herbatę, napijemy się jeszcze przed wyjazdem- poszedł do kuchni, a ja próbowałam domknąć walizkę. Kiedy udało mi się osiągnąć ten cel rozejrzałam się po pokoju w celu zlokalizowania jeszcze ewentualnie czegoś, co mogłaby wziąć ze sobą do Spały. Mój wzrok spoczął na albumie siatkarskim, który swoją wielkością wyróżniał się na półce. Wyjęłam go i ponownie zaczęłam przeglądać. Doszłam do wniosku, że zabiorę tylko te zdjęcia, które są dla mnie najważniejsze i rzadko się z nimi rozstaję na dłużej. Perspektywa dwóch tygodni bez możliwości przeglądania mojego cacuszka trochę mnie dobijała, no ale cóż. Wyjęłam zdjęcia z Arkiem, Igłą, kilkoma innymi siatkarzami i schowałam je do małego albumu, który zabierałam ze sobą. Były tam zdjęcia z Radkiem, mamą i Angeliką. Zdjęłam jeszcze wielki plakat Reprezentacji wiszący na ścianie mojego pokoju  i starannie go poskładałam. Jego także umieściłam w albumie, który schowałam do torebki. Nigdy nie rozstawałam się też z albumem o Igle, który już na początku pakowania wrzuciłam na samo dno torby. Wzięłam walizkę w jedną rękę, a torbę i torebkę w drugą i zeszłam na dół.
- Zaraz ci pomogę – krzyknął mój brat zalewając woreczki herbaty w kubkach
- Dzięki! Już sobie poradziłam – powiedziałam wchodząc do kuchni. Wypiliśmy herbatę. Zegarek wskazywał godzinę 14.00 więc zaczęliśmy się powoli zbierać. Radek zniósł moje bagaże do auta, a ja zamknęłam mieszkanie. Gdy wsiedliśmy do samochodu mój zapobiegliwy braciszek musiał jeszcze zrobić wywiad typu: „ Ale czy na pewno zakręciłaś gaz?” , „ Ale czy na pewno rozłączyłaś wszystko z prądu?” , ‘ Ale czy na pewno wszystko zabrałaś?”
- Jedźmy już do cholery! – nie wytrzymałam nerwowo
- Nie krzycz no, tylko pytam czy na pewno o wszystkim pamiętałaś…. – spojrzał na mnie
- Jeju pamiętałam no! Jedźmy już, naprawdę nie chce się spóźnić, a ty i tak już po nocy będziesz wracał do Kołobrzegu… - popatrzyłam na niego z lekkim uśmiechem.
Podróż minęła nam spokojnie, obeszło się bez większych korków i utrudnień w ruchu drogowym. Do Spały dojechaliśmy kilka minut po godzinie 20.00, bo po drodze zatrzymaliśmy się jeszcze na kawę i podwieczorek. Wysiadłam z samochodu i zaczęłam wyciągać swoje bagaże. Radek dzielnie mi w tym pomagał, bo moja walizka ważyła chyba ze sto kilo.
- Dziewczyno coś ty tam spakowała? Połowę mieszkania?
- Same potrzebne rzeczy – odpowiedziałam z szerokim uśmiechem na ustach. Wzięłam ostatnią torbę i zamknęłam bagażnik. – To co braciszku wypadałaby się pożegnać – spojrzałam na niego
- No dobra już dobra. Wiesz, że tego nie lubię. Chodź tu – rozłożył swoje ramiona, a ja wtuliłam się w niego bardzo mocno.
- Dobrze, że jesteś braciszku – pocałowałam go w policzek

- Się wie– powiedział miękkim głosem – Obiecaj mi, że będziesz grzeczna i będziesz słuchała trenera dobrze? – uśmiechnął się do mnie
- Obiecuję – odwzajemniłam uśmiech- A ty obiecaj, że będziesz do mnie dzwonił i że wreszcie weźmiesz ten zasłużony urlop i pojedziesz się gdzieś zrelaksować z Angeliką.
- Obiecuje – uśmiechnął się i cmoknął mnie w czółko. – No zmykaj już i daj im popalić- wzięłam swoje bagaże i skierowałam się w stronę wejścia do ośrodka szkoleniowego. Radek wsiadł do samochodu, ale nie odjechał jeszcze, czekał, aż wejdę do środka. Pomachałam mu i zniknęłam za ogromnymi drzwiami. Byłam tu pierwszy raz w życiu, a ośrodek wydawał się być ogromny. Zastanawiałam się jak tu się nie zgubić, gdy nagle usłyszałam jakiś głos na korytarzu. Spostrzegłam, że w moim kierunku zmierzał właśnie doktor Jan Sokal razem z Aleksandrem Bieleckim. Zawzięcie o czymś dyskutowali, ale gdy mnie spostrzegli przerwali swoją pogawędkę i oboje się uśmiechnęli
- Witam serdecznie, zapewne pani Lilianna tak? – zaczął rozmowę Bielecki
- Tak to ja – uśmiechnęłam się, a słynny Olo wyciągnął w moim kierunku dłoń, którą lekko uścisnęłam. To samo uczynił doktor przedstawiając się.
- Cieszymy się, że już do nas pani dotarła. I widzę, że będę miał bardzo ładną stażystkę – uśmiechnął się pan Aleksander
- Oj bez przesady – lekko się zarumieniłam i wzięłam swoje bagaże
- Zaprowadzimy panią do pokoju – przejęli od mnie moje torby jak to na prawdziwych dżentelmenów przystało. Ruszyłam za nimi powoli w kierunku windy rozglądając się uważnie po ośrodku. Doktor Sokal wcisnął guzik i czekaliśmy, aż winda zjedzie na dół.
- Cieszę się, że będę współpracował z najlepszą młodą fizjoterapeutką warszawskiej uczelni – zagadnął Bielecki
- To ja cieszę się, że będę mogła mój staż odbyć właśnie pod panów okiem – uśmiechnęłam się – i proszę mi mówić po imieniu, bo na „ pani” to czuje się staro – zaśmiałam się.
- Dobrze, a więc Lilianna tak? – zapytał doktor
- Szczerze to mało jestem przyzwyczajona do tej formy imienia, bo wszyscy z reguły wołają do mnie Lilka, albo Lila – uśmiechnęła się.
- Lila zdecydowanie szybciej wymówić – zaśmiał się Bielecki. Winda w końcu przyjechała i mogliśmy do niej wsiąść. Doktor  nacisnął 3 piętro i wjechaliśmy na górę. Gdy dotarliśmy do celu panowie przepuścili mnie w drzwiach, a sami zajęli się moim bagażem. Aleksander poprowadził mnie długim korytarzem  pod drzwi numer 316 i wręczył mi klucz. Otworzyłam pokój, a oni wnieśli moje torby i zostawili je przy szafie.
- No to tutaj spędzisz najbliższe dwa tygodnie swojego życia – uśmiechnął się Olek – Mam nadzieję, że ci się spodoba, warunki są naprawdę bardzo dobre. Czuj się jak w domu, my się bynajmniej tutaj już tak czujemy – zaśmiał się i spojrzał na zegarek – Mamy równo 20.30. O 21.30 trener zaplanował spotkanie w sali konferencyjnej, chce przedstawić wszystkim zawodnikom nowych stażystów, czyli ciebie i Tobiasza. Tobiasz współpracuje ze statystykami i mieszka w 325 na drugim końcu korytarza, na pewno go poznasz. Teraz masz godzinkę dla siebie, zostawiamy cię i do zobaczenia na dole- podziękowałam im za pomoc przy bagażach i pożegnałam się zamykając drzwi. Miałam godzinę czasu więc postanowiłam wziąć prysznic już teraz, bo chciałam się odświeżyć po podróży. Wygrzebałam z torby ręcznik i kosmetyczkę. Wzięłam szybki prysznic i przebrałam się w jasne szorty i niebieski top. Włosy wysuszyłam i pozwoliłam im swobodnie opadać na ramiona. Gdy zorientowałam się, że mam jeszcze trochę czasu w ekspresowym tempie rozpakowałam swoje bagaże. W łazience porozkładałam kosmetyki i zostawiłam tam apteczkę pierwszej pomocy. Szlafrok i ręczniki zawiesiłam na wieszaczkach przy lustrze. Ubrania poukładałam w szafkach, a sukienki powiesiłam na wieszakach w szafie. Buty wcisnęłam do najniższej szafki i z zadowoleniem stwierdziłam, że mam nawet przytulny pokoik. Był w kolorze niebieskim – moim ulubionym. W oknie miałam śnieżnobiałe firanki i fiołkowe zasłony. W tym samym kolorze była roleta. Wyjęłam z torebki album ze zdjęciami i ustawiłam go na półce. Spojrzałam na zegarek, który wskazywał 21.20. Postanowiłam się powoli zbierać, nie chciałam się spóźnić na pierwsze spotkanie, a nie byłam pewna czy od razu trafię na tą salę konferencyjną. Za chwilę miałam poznać tych wszystkich wielkich ludzi, których od zawsze podziwiałam. Niby znałam ich już wcześniej, bo przecież z każdym z nich miałam zdjęcie i posiadałam autografy ich wszystkich, ale to nie było to. Teraz będę przebywała z nimi przez całe dwa tygodnie, będę na każdym ich treningu, każdym wspólnym posiłku na jednej jadalni… Na samą myśl o tym wszystkim na mojej twarzy zagościł uśmiech, ale nie zmieniało to faktu, że miałam lekką tremę. Zamknęłam pokój i poszłam w kierunku windy, nacisnęłam guzik i czekałam aż przyjedzie. W tym samym czasie usłyszałam na korytarzu jakieś rozmowy. W kierunku windy kierował się jakże sławny z „Igła szyte” Jarząbek i jakiś młody chłopak. Domyśliłam się, że to jest właśnie ten Tobiasz, wnuczek tego bogatego biznesmena, który zaoferował zakup nowych strojów dla Reprezentacji. Oboje uśmiechnęli się w moim kierunku i przedstawili. Uścisnęłam im dłonie i wspólnie zjechaliśmy na pierwsze piętro, gdzie znajdowała się  sala konferencyjna. Weszliśmy do środka i zajęliśmy miejsca przy ogromnym okrągłym stole stojącym w prawym rogu sali. Tobiasz na pierwszy rzut oka wydawał się być sympatyczny. Miło mi się rozmawiało z nimi dwoma. Jak na razie byliśmy sami, ale po chwili drzwi się otworzyły i wszedł doktor, fizjoterapeuta Bielecki, jeszcze dwaj statystycy i sztab trenerski z Andreą Anastasim na czele. Skierowali się w naszą stronę. Aleksander przedstawił trenerowi i całej reszcie mnie i Tobiasza. Andrea obdarzył mnie swoim uśmiechem i powiedział, że cieszy się iż rozpoczynamy współpracę. Ja także odwzajemniłam uśmiech i wyraziłam moją radość. Byłam jedyna dziewczyną wśród tego całego grona facetów i czułam się na początku trochę niezręcznie. Chwilę później zaczęli schodzić się siatkarze. Każdy z nich wchodząc na salę witał się z trenerami, doktorem i resztą ekipy. Moją dłoń także ściskali jak podejrzewam z grzeczności, ponieważ stałam między Tobiaszem, a doktorem Janem. Nie obyło się bez zdziwionych spojrzeń w moim kierunku, ale starałam się to ignorować. Jako pierwsi w sali pojawili się Bartman, Kurek i Możdżonek. Za nimi wszedł Żygadło razem z Zagumnym i Nowakowskim. Potem wparował lekko spóźniony już Ignaczak jak zwykle robiąc masę zamieszania wokół. Spóźnili się także Kubiak, Winiarski, Jarosz, Ruciak, Kosok i  tłumacząc, że dopiero co przyjechali. Zatorski miał dojechać w poniedziałek rano. Trener powitał wszystkich i przedstawił drużynie stażystów. Byli nieco zdziwieni moja płcią, ale ja starałam się to zlekceważyć. Potem trener wpadł na genialny pomysł, abyśmy z Tobiaszem powiedzieli coś o sobie i o oczekiwaniach co do pracy tutaj. Z racji tego, że jestem kobietą dżentelmen Tobiasz mi jako pierwszej pozwolił poprowadzić monolog. Wzięłam głęboki oddech i zaczęłam mówić trochę niepewnym głosem: „ Nie spodziewałam się, że na wstępie będę coś opowiadała i niestety nie przygotowałam sobie żadnej mowy powitalnej, za co przepraszam. – uśmiechnęłam się lekko, a w sali zabrzmiał cichy śmiech- No to teraz może tak bardziej oficjalnie. Witam panów bardzo serdecznie – skierowałam się w stronę siatkarzy- Jestem nową stażystką pana Bieleckiego i mam nadzieję, że nasza współpraca będzie się układała pomyślnie.” – tak chciałam zakończyć, ale Igła wyskoczył z propozycją, aby opowiedziała o sobie coś więcej, jakie są moje zainteresowania, coś o studiach i jak się tu znalazłam. Wszyscy obecni zgodzili się z nim i siedzieli w milczeniu gapiąc się na mnie. „ Dobrze – zaczęłam. Studiuję fizjoterapię obecnie jestem na drugim roku warszawskiego uniwersytetu. Dodatkowy robię też drugi kierunek – fotografię”
- No to czuję, że się dogadamy – powiedział z uśmiechem Igła za co został zlinczowany przez kolegów, bo przerwał moją wypowiedź – kontynuuj proszę- uśmiechnął się.
 „ Fotografią interesuję się w sumie już od dzieciństwa i tak zostało mi do tej pory, ale tak na poważnie zaczęłam się tym zajmować w liceum. W wolnych chwilach czytam książki, podróżuję… Jeżeli chodzi o wymagania co do pracy tutaj to raczej takowych nie posiadam. Mój opiekun stażu – tu zwróciłam się do Aleksandra Bieleckiego – powinien mieć raczej wymagania w stosunku co do mnie. Tak jak wspominałam wcześniej mam nadzieję, że będzie nam się wszystkim dobrze i miło współpracowało. A teraz to już naprawdę nie wiem co mogłabym jeszcze powiedzieć” – spojrzałam błagalnym spojrzeniem w stronę trenera. Ten wstał i podziękował mi. Chłopaki mimo to protestowali, że chcieli by wiedzieć coś jeszcze, ale trener skarcił ich za to, że niepotrzebnie jeszcze bardziej mnie stresują. Byłam szczęśliwa, że ten okropny moment mam już za sobą i mogę zająć swoje miejsce. Teraz wstał Tobiasz i on musiał się produkować przed tym całym towarzystwem. Gdy tylko usiadłam na swoim krzesełku wyłączyłam się całkowicie i szczerze powiedziawszy nie mam pojęcia o czym  mówił. Na koniec trener w ramach formalności przedstawił naszej dwójce wszystkich zawodników i cały sztab szkoleniowy. Niepotrzebnie, bo  nazwiska ich wszystkich znałam już dawno. Trener poinformował, że śniadanie jest jutro o 8.00 i że chce widzieć wszystkich punktualnie na stołówce. Podziękował za spotkanie i powiedział, że możemy iść do siebie. Porozmawiałam jeszcze chwilę z doktorem i fizjoterapeutami, umówiliśmy się o 7.45, aby zapoznać się ze szczegółowym planem dnia i naszymi obowiązkami. Tobiasz czekał na mnie przy drzwiach, siatkarze także już wychodzili w kierunku wind. Wsiadłam do windy razem z Tobiaszem, doktorem, panem Bieleckim i drugim trenerem. Wjechaliśmy na 3 piętro i mnie jako pierwszą przepuścili w drzwiach. Podziękowałam i pożegnałam się życząc dobrej nocy. Zniknęli w swoich pokojach, ponieważ były blisko windy. Ja do swojego musiałam przeczłapać całą długość korytarza. Usłyszałam czyjeś kroki z drugiego końca od strony schodów i urywane fragmenty rozmowy:
- Oni chyba oszaleli? Kobieta ma być naszym fizjoterapeutą? – lamentował Winiar
- Chciałeś powiedzieć jedyna kobieta w sztabie szkoleniowym… - rzucił Kurek
- Pogięło ich jak nic! I oni sobie myślą, że jak będę miał skurcze to pójdę do niej i zapytam czy mi nóżkę wymasuje? – żalił się Ruciak. Kiedy wyszli zza zakrętu i zauważyli, że idę strasznie się speszyli i zaczęli nawijać o siatkówce.
- To na czym skończyłem? Aaa tak na zagrywce chłopaki, dobra zagrywka to podstawa jutro to będziemy ćwiczyli – plątał się w słowach Winiarski.
- No jasne! – przytaknęli mu zgodnie Kurek z Ruciakiem. Kiedy to usłyszałam mało nie parsknęłam śmiechem. Otworzyłam drzwi do pokoju w czasie gdy tamci mnie mijali. Wszyscy trzej w nadziei, że nie słyszałam ich poprzedniej rozmowy powiedzieli chórkiem „ dobranoc” i zniknęli w pokoju Bieleckiego. Odpowiedziałam z grzeczności wchodząc do siebie i zamykając za sobą drzwi. Przebrałam się szybko w pidżamę i wskoczyłam do łóżka. Dziękowałam sobie, że prysznic wzięłam przed tym całym spotkaniem. Nakryłam się kołdrą i szybko zasnęłam.