piątek, 14 czerwca 2013

Rozdział 53

Budzik rozdzwonił się równo o 7.00. Wstałam z łóżka z niemałymi oporami i poczłapałam do łazienki. Chłodny prysznic postawił mnie na nogi. Ubrałam ciemne rurki, wygodne trampki i koszulkę w barwach Asseco, w których chodził cały sztab. Wychodząc z pokoju do hotelowej restauracji spotkałam na korytarzu Gogola. Znałam go już wcześniej, bo pracowaliśmy razem z reprezentacją. On dzielnie pomagał Jarząbkowi obmyślać taktyki, a ja wspierałam Olka w doprowadzaniu chłopaków do stanu używalności.
- Lilka, witam cię o poranku - zawołał uśmiechając się do mnie.
- Cześć Michał - odwzajemniłam jego uśmiech - Jak się spało?
- Szczerze powiedziawszy bardzo dobrze. A tobie?
- Krótko, ale dobrze - posłałam mu uśmiech i razem skierowaliśmy się windy. Restauracja znajdowała się na parterze. Zjechaliśmy na sam dół i weszliśmy razem do pomieszczenia, gdzie siedziała już cała ekipa siatkarzy i reszta sztabu.
- Jesteśmy ostatni? - zapytał Gogol siadając wraz ze sztabem szkoleniowym.
- Dzień dobry - posłałam ciepły uśmiech w kierunku moich współpracowników i trenera, a potem zajęłam miejsce obok nich. Przy śniadaniu długo rozmawialiśmy i zdążyłam się ze wszystkimi lepiej poznać. Po śniadaniu mieliśmy wolną chwilę dla siebie, a potem o 10.00 spotykaliśmy się na treningu. Korzystając z okazji włączyłam komputer i odpisałam na maila Radkowi. Zalogowałam się na skype’a i akurat udało mi się złapać Bartka, który miał przerwę między treningami. Porozmawialiśmy chwilę, opowiedziałam mu o przyjeździe do Częstochowy i przygotowaniach do meczu. On opowiedział w skrócie co u niego, że urządził już w większości mieszkanko, i że muszę je koniecznie zobaczyć jak przyjadę. Zaczęliśmy się sprzeczać w żartach, bo Kurek kibicował swojej byłej drużynie - Skrze, a moje serce należało do Resovii. Pożegnaliśmy się w końcu, bo musiałam iść z resztą ekipy na trening. Zgodnie z zaleceniami trenera spotkaliśmy się przed hotelem o 9.40 i wspólnie wyruszyliśmy do hali. Chłopaki zniknęli w szatniach, a ja rozłożyłam sprzęt na sali razem z Andrzejem i Jackiem. Sergiusz i Michał wprowadzali ostatnie poprawki do taktyki na mecz ze Skrą, a Groszek z Kozłowskim kręcili się gdzieś po hali z jakimiś papierami. Chwilę później na boisku pojawiła się cała drużyna i rozpoczęła rozciąganie. Zahorski jak na prawdziwego trenera przygotowania fizycznego przystało rozciągał ich niemiłosiernie i męczył coraz to nowymi pozycjami. Chłopcy zaciskali zęby i wykonywali posłusznie polecenia, bo każdemu z nich zależało na zwycięstwie. Zwłaszcza, że to miał być pierwszy mecz ze Skrą w tym sezonie. Skrą, z którą to kilka miesięcy temu stoczyli ostry pojedynek o Mistrzostwo Polski. Kiedy chłopcy przystąpili do ćwiczeń z piłką chwyciłam za aparat i pstrykałam im zdjęcia. Po chwili na halę wpadł prezes klubu siejąc niezły zamęt. Podbiegł do trenera i zaczął coś mu opowiadać gorączkowo gestykulując. Kowal załamał ręce i pokręcił głową. Nie słyszałam o czym rozmawiali, ale miałam złe przeczucia. W mgnieniu oka prezes zjawił się obok mnie wręczając mi kilka kartek formatu A4.
- Masz, podpisz - powiedział z lekkim uśmiechem.
- Dzień dobry panie prezesie - odwzajemniłam uśmiech - Co to?
- Ach tak, cześć Lilka - posłał mi przepraszające spojrzenie- Jestem tak zakręcony, że zapomniałem się przywitać.
- Nie szkodzi - powiedziałam unosząc wzrok znad kartek papieru - Co to za dodatkowa umowa? - spojrzałam na niego zdziwiona.
- No bo ten… Nasz oficjalny fotograf wczoraj rozwiązał umowę z klubem za porozumieniem stron. Nie mam pojęcia co mu odbiło! Wiem jedno - zaczyna się sezon, a Asseco Resovia została bez oficjalnego fotografa.
- No dobrze, ale co ja mam z tym wspólnego?
- No ty teraz jesteś naszym oficjalnym fotografem - odpowiedział z uśmiechem - Oczywiście potraktuj to jako dodatek do stażu.
- Ja? -wbiłam w niego zdziwione spojrzenie.
- No tak - odpowiedział pełen przekonania - Wiem, że robiłaś zdjęcia reprezentacji, widziałem wszystkie i stwierdzam, że są bardzo dobre, dlatego pomyślałem, że może z nami także zechciałabyś współpracować?  - uśmiechnął się.
- W sumie… Czemu nie? - odwzajemniłam uśmiech i przeczytałam umową po czym od ręki ją podpisałam. Zadowolony prezes opuścił salę, a chłopcy rozpoczęli prowizoryczny mecz. Postanowiłam zacząć od zaraz i wyciągnęłam aparat siadając obok Jacka. Pstrykałam zdjęcia chłopakom, a w przerwach rozmawiałam z trenerem. Do hotelu wróciliśmy grubo po 14.00. O 15.00 zjedliśmy obiad, a do wieczora każdy miał chwilę wolnego. Postanowiłam wykorzystać ją na odpoczynek. Moje plany jednak jak zwykle nie zostały zrealizowane, bo do pokoju wpadł mi jak burza Bartman.
- Cześć Słoneczko - wyszczerzył się od progu, a potem rozsiadł na moim łóżku.
 - Cześć Zbysiu - posłała mu ciepły uśmiech - Jak tam?
- Powoli do przodu - odpowiedział włączając mojego laptopa. Przyzwyczaiłam się już, że on i Krzysiek brali moje rzeczy bez pytania i traktowali jak swoje. W sumie to wcale mi się nie przeszkadzało, bo ja tak samo swobodnie czułam się u nich. Po chwili Zbyszek zaczął rechotać jak oszalały.
- No i z czego ty się tak cieszysz? - zapytałam wskakując na łóżko obok niego i opierając się łokciami o jego kolana.
- Oglądam fotki z dachu - powiedział między jednym, a drugim wybuchem śmiechu - Słodkie są te nasze dzióbki, aż sobie chyba to foto na fejsa wrzucę.
- Może lepiej nie? Bo jak Asia zobaczy to mnie zabije…
- Asia? A kto to? - powiedział ironizując.
- Zbyszek - gruchnęłam go pięścią w ramię - Nie denerwuj mnie.
- Wiesz… Coraz częściej zaczynam się zastanawiać czy to jeszcze ma w ogóle sens. Nie mam pojęcia w co ona pogrywa, ale wiem jedno. Boli jak cholera- westchnął, a ja przysunęłam się bliżej niego i objęłam go ramieniem.
- Jak to zaczynasz się zastanawiać czy to ma w ogóle sens? Zbyszek no… Kochasz ją?- spojrzałam mu w oczy.
- Jak cholera, ale co z tego... - spuścił swój wzrok.
- No właśnie! To walcz o nią, o waszą miłość, o przyjaźń z Miśkiem…
- Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić.
- Niby tak, ale pamiętaj, że nie jesteś z tym wszystkim sam. Masz Igłę, mnie i wielu innych przyjaciół.
- Wielu może tak, ale prawdziwych tylko kilku - powiedział przyciągając mnie do siebie i całując w czoło - Dzięki Lilka.
- Nie dziękuj, tylko się za siebie weź chłopie - szturchnęłam go palcem pod żebra. Zbyszek nie pozostał mi dłuży i zaczął mnie łaskotać. Chwilę później tarzaliśmy się na łóżku zwijając ze śmiechu i łaskocząc wzajemnie oraz okładając poduszkami. W tym właśnie momencie wparował do pokoju Kosa z Jochenem. Jochen gdy zobaczył nas w dwuznacznej pozie wymamrotał pod nosem, że przyjdzie później, a gdy zamknął drzwi ja, Zibi i Kosa zaczęliśmy się głośno śmiać. Grześ zaproponował grę w karty u Maćka i Lukasa. Swoją drogą co oni mają za tradycję, że rozgrywający mieszkają zawsze razem w jednym pokoju? Oboje z Zibim zgodziliśmy się na tą propozycję i chwilę później siedzieliśmy wszyscy w pokoju chłopaków dobrze się bawiąc. Mimo tego, że mój niemiecki nie należał do poziomu perfekcyjnego to z Jochenem dogadywałam się bez problemu. Wyjaśniłam mu, że Zibi to mój przyjaciel, i żeby sobie za dużo nie myślał, bo on ma dziewczynę, a ja chłopaka. Reszta podchwyciła temat i próbowała dowiedzieć się z kim związana jest ich fizjoterapeutka. Igła wszem i wobec przedstawił mnie jako przyszłą panią Kurek co wywołało niemałe zdziwienie wśród całej drużyny, a zwłaszcza wśród polskiej części grupy.
- Czyli Kuraś jednak dorósł do prawdziwego związku ? - zapytał z uśmiechem Wojtek.
- On nigdy nie dorośnie - odpowiedziałam środkowemu z uśmiechem - Ale idzie się przyzwyczaić.
- No tak… Miłość polega też na tym, że kocha się i akceptuje wady tej drugiej połówki - westchnął rozmarzony Buszek.
- Co racja to racja - westchnął Igła.
- Oj Krzysiek ty to masz najwięcej do narzekania co? - skrzywił się Kosa - Masz wspaniałą żonę, urocze dzieciaki, piękny domek, przyjaciół wokół… Czegóż chcieć więcej?
- Wiesz czego brakuje mi do pełni szczęścia?- zapytał Igła patrząc na Grześka - Medalu olimpijskiego i mogę kończyć karierę- westchnął. Nie chciałam, aby temat przeszedł znów na nieudany występ polskiej Reprezentacji w Londynie, dlatego postanowiłam włączyć się do rozmowy.
- A wiesz Krzysiu czego mi brakuje do pełni szczęścia? - spojrzałam na niego z uśmiechem - Nowych filmików na Twoim blogu - zmrużyłam oczy - Także nie pitol głupot tylko zawijaj po kamerę i do roboty. Oscara za nic ci nie dadzą, musisz sobie zapracować - wszyscy obecni zaczęli się śmiać. z wyjątkiem Jochena i Paula, bo nie bardzo wiedzieli o czym mówię. Przetłumaczyłam im szybko po angielsku o co chodziło, na co oni także zareagowali śmiechem. Później już tylko posługiwaliśmy się językiem angielskim, aby wszyscy wszystkich rozumieli. Rozegraliśmy kilka partyjek, a ja z każdą chwilą spędzoną z nimi coraz bardziej się do niech przywiązywałam. Było dokładnie tak samo jak z Reprezentacją. Po przełamaniu pierwszych lodów nasza znajomość nabrała większych obrotów. Około 18.00 do pokoju zawitał trener informując, że za pół godziny chłopcy mają zajęcia na siłowni. Wszyscy rozeszli się do swoich pokojów i przygotowywali do treningu. Równo o 19.00 weszliśmy do siłowni, która znajdowała się w kompleksie sportowym przy hali. Ku mojemu zdziwieniu  trenowała tam jeszcze Skra. Nikt z obecnych nie zauważył nawet przybycia ekipy z Rzeszowa, bo każdy tak bardzo zajęty był treningiem.
- No dobra chłopcy, teraz siłowania jest nasza! - wydarł się zadowolony z siebie Igła. Dopiero wtedy zauważyli naszą obecność i gracze z Bełchatowa zaczęli się witać z Resoviakami.
- Lilka? - krzyknął w moim kierunku Winiarski - Co ty tu robisz?
- Misiek! - pisnęłam i podbiegłam do niego wieszając się na jego szyi i mocno go ściskając. Winiarski porwał mnie w swoje ramiona i obrócił się ze mną kilka razy, a dopiero później postawił na podłogę. Nasze zachowanie wywołało ciszę na sali. Wszystkie Skrzaty patrzyły dziwnie w moim kierunku, ale w tym momencie miałam to daleko gdzieś. Liczyło się to, że mam okazję zobaczyć Winiarskiego, za którym tak bardzo się stęskniłam - Dobrze cię widzieć - posłałam mu uśmiech - Co u Ciebie? Jak Oli i Dagmara?
- Dziękuję, wszystko w porządku. Daga i Olek też całkiem nieźle, będą jutro na meczu - odwzajemnił mój uśmiech - Ale dowiem się wreszcie co ty tu z nimi - wskazał głową na chłopaków z Rzeszowa - robisz?
- Tak jakby mam staż w ich klubie, robię im zdjęcia i ogólnie zajmuję się tym wszystkim, czym zajmowałam się pracując z reprezentacją - posłałam mu niewinny uśmiech.
- I musiałaś akurat trafić do Rzeszowa? Bełchatów jest ładniejszy - wystawił mi język.
- Grabisz sobie Winiarski - krzyknął do niego Igła z drugiego końca sali i wrócił do rozmowy z Plińskim.
- Tak się złożyło. Mało tego, powiem Ci, że mieszkam teraz w Rzeszowie.
- Łooo a cóż to za zmiany? Cholera to my dawno nie rozmawialiśmy, trzeba to nadrobić. Mam pomysł! Oni niech sobie ćwiczą, a ja zmykam szybko pod prysznic, ogarnę się i zabieram cię na kawę do kawiarni naprzeciwko hali. Co ty na to?
- Ciekawa propozycja Miśku, ale nie wiem co na to trener…
- Idź, idź ja się zgadzam tylko nie wygadaj mu naszej tajnej taktyki - zaśmiał się Kowal patrząc na mnie i na Winiarskiego.
- Mamy ciekawsze tematy do rozmowy - odciął się Winiarski posyłając Kowalowi wredny uśmiech.
- A mnie to już nie zapytasz o zgodę? - obok nas pojawił się Nawrocki - I może byś nam przedstawił swoja koleżankę co? - posłał Winiarskiemu znaczące spojrzenia, a potem się do mnie uśmiechnął. Odwzajemniałam uśmiech i sama się przedstawiłam. Uścisnęłam rękę Nawrockiego, a chwilę później podchodzili do mnie po kolei zawodnicy Skry i zapoznawaliśmy się.
- Cholera wy zawsze musicie znać każda nową osobę w naszym sztabie? - zapytał ze śmiechem Kosa.
- My po prostu jesteśmy bardzo towarzyscy - zauważył Wlazły ściskając moją dłoń i uśmiechając się do mnie - Swoją drogą Winiarski, nie mówiłeś, że znasz takie ładne dziewczyny.
- Wlazły! Lilka jest dziewczyną twojego kolegi klubowego więc uważaj - zaśmiał się Piter. Lekko zdezorientowany Mariusz rozejrzał się po kolegach z drużyny.
- Który się nie przyznał, że ma taką piękność? - mierzył ich wszystkich wzrokiem.
- Twojego byłego kolegi z drużyny - zaśmiał się Igła - Bartosz Kurek… Coś ci to mówi?
- Jesteś z Kurkiem? - zapytał wyraźnie zdziwiony Pliński?
- No tak jakoś wyszło... - odpowiedziałam z uśmiechem lekko się rumieniąc.
- No to ciekawych rzeczy my się tu dowiadujemy - zauważył Woicki. Michał przedstawił mi wszystkich swoich kolegów z drużyny, trenerów i cały sztab. Wreszcie miałam okazję poznać osobiście Zatiego. Gdyby się nie rozchorował i przyjechał do Spały to zapewne teraz rozmawiałby ze mną tak samo jak Winiarski. Zamieniłam jeszcze kilka słów z Kłosem, Muzajem, Aleksem i Bąkiewiczem, a potem cała drużyna skierowała się do szatni. Resoviacy zajęli się treningiem, a ja czekałam na Winiarskiego przy wyjściu z hali. Pojawił się po około piętnastu minutach i poszliśmy razem na tą obiecaną kawę. Okazało się, że Skrzaty mieszkają w tym samym hotelu co my, tylko dwa piętra niżej. To dziwne, że do tej pory się jeszcze nigdzie nie spotkaliśmy. Posiedzieliśmy z Miśkiem w tej kawiarni do 22.00, a potem wróciliśmy do hotelu. Każde z nas poszło do swojego pokoju, aby wypocząć przed jutrzejszym meczem.
 
  - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
Cześć! :) Tak jak obiecałam mamy piątek - mamy nowy rozdział. Swoją drogą cieszę się, że już weekend. Macie jakieś ciekawe plany na nadchodzące dni? Ja liczę na to, że będzie ładna pogoda. Nie rozpisuję się dzisiaj, bo jestem wykończona. Miałam niezwykle intensywny dzień. Pozdrawiam Was zatem serdecznie i zostawiam z nowym rozdziałem. Miłej lektury :)

środa, 12 czerwca 2013

Rozdział 52


Wstałam około 6.00. Nie chciałam budzić wszystkich domowników, dlatego odpaliłam laptopa i skontaktowałam się z Bartkiem. Rozmawiałam z nim tylko pół godziny, bo musiał iść na trening. Gdy opowiedziałam mu całą tą sytuację to pękał ze śmiechu z naszego libero. W rezultacie ja także zaczęłam się śmiać jak przypomniałam sobie wkurzoną minę Krzyśka. Potem odpisałam na maila Radkowi i poinformowałam, że zmieniłam miejsce zamieszkania. Wzięłam prysznic, ubrałam się i zeszłam na dół. W salonie siedziała już Iwona i przeglądając poranną prasę popijała kawę.
- Cześć - posłałam jej uśmiech i usiadłam obok niej.
- Nadal jesteś zła na Krzyśka? - zapytałam prosto z mostu z szerokim uśmiechem na ustach - Nie chciałaś dobrowolnie to mieszkasz z nami siłą, a ten incydent z alkoholem to tylko pretekst, żeby cię tu ściągnąć - zaczęła się śmiać pani Ignaczak. Chwilę później w salonie zjawił się Krzysiek. Dał buziaka żonie na „dzień dobry” i obdarzył mnie szerokim uśmiechem.
- Jak się spało w nowym domku Liluś? - wyszczerzył swoje białe ząbki.
- Nawet mnie nie denerwuj - prychnęłam mierząc go od góry do dołu - Nigdy bym się tego po tobie nie spodziewała wiesz?
- Czego? - zapytał lekko zdezorientowany siatkarz.
- Tego, że jesteś w stanie ukraść mnie z mieszkania  Bartmana i to tak perfidnie - zaczęłam się śmiać, to samo uczynili państwo Ignaczak.
- No wiesz, ma się te sposoby - mruknął zadowolony Krzysiek.
- Jestem tu dopiero tak na dobrą sprawę trzeci dzień, a już zdażyłam dwa razy zmienić miejsce zamieszkania - śmiałam się razem z nimi. Później wstały dzieciaki. Wczoraj wróciliśmy późno i nie wiedziały, że jestem u nich.
-Ciocia - wydarł się Sebastian lądując na moich kolanach. To samo uczyniła jego siostra.
- Cześć - ucałowałam oboje i mocno wyściskałam.
- A wiecie, że ciocia Lila będzie z nami teraz mieszkać? - zapytała Iwona.
- Serio? - oczy małej Ignaczak momentalnie błysnęły - Ciociuuuu kocham cię - wrzasnęła mi do ucha i wpiła się w mój policzek. Sebastian także wyraził swój optymizm przytulając mnie mocno. Około 7.30 zjedliśmy śniadanie. Iwona odwiozła Sebastiana do szkoły, Domi do przedszkola, a sama pojechała do pracy. Krzysiek przyniósł moje rzeczy z samochodu i mogłam się rozpakować. Po 10.00 zjawiłam się na uczelni. Miałam dzisiaj tylko jeden wykład. Skończyłam zajęcia ok 13.00 i pojechałam prosto na halę. Chłopcy miel trening więc dołączyłam do nich w ostatniej chwili.
- Ooo i jest nasza nowa fizjoterapeutka - wyszczerzył się Achrem podając mi rękę na przywitanie.
- Witam pana serdecznie - uścisnęłam jego dłoń.
- Jakiego tam pana? Mój mi Alek - posłał mi kolejny uśmiech.
-Ale nie wiem czy...
- Wypada, wypada- wtrącił się Grzyb wyciągając swoją dłoń - Mi też mów po prostu Wojtek. W końcu będziemy razem pracować - uścisnęłam dłonie siatkarzy raz jeszcze.
- Jestem Lilianna, ale wszyscy mówią do mnie Lilka, Lila i wszelkie inne formy mojego imienia - uśmiechnęłam się znów.
- Z nami też przechodziła przez fazę zapoznania - zarechotał Kosok zjawiając się za naszymi plecami.
- A co tu takie zbiegowisko? - słychać było głos Lukasa - Do roboty panowie, do roboty! - stanął obok nas - Ooo witam - uśmiechnął się do mnie wyciągając rękę - Lukas, miło mi.
- Lilianna - odwzajemniłam uśmiech - Cieszę się, że mogę pana poznać.
- A z czego tu się cieszyć? - zaśmiał się Igła stając obok nas.
- Z tego, że wreszcie mam okazję osobiście poznać twoich wspaniałych kolegów z drużyny Krzysiu - posłałam mu firmowy uśmiech i przepraszając całe towarzystwo skierowałam się do sztabu medycznego. Chwilę później zajmowałam się robotą papierkową - czyli standardowymi zadaniami stażysty. Trening przebiegał dość sprawnie. Cała drużyna ćwiczyła przed Super Pucharem, który mieli rozegrać ze Skra w nadchodzący weekend. W czwartek wieczorem mieliśmy pojechać do Częstochowy. Z racji tego, że dzisiaj była środa, to był to ostatni trening na własnej hali. Pod koniec zajęć byłam już na „ty” ze wszystkimi zawodnikami i sztabem szkoleniowym. No może z wyjątkiem trenerów, bo do nich po prostu głupio mi było tak się zwracać. Po treningu poinformowałam Krzyśka, że jadę do Zibiego, bo został u niego mój aparat. Razem z Bartmanem ruszyliśmy spod hali z piskiem opon, a chwilę później siedzieliśmy już w jego salonie i piliśmy herbatę.
- I jak się mieszka u Ignaczaków? - zagadnął Zibi.
- Dobrze, narzekać nie mogę, ale ta akcja jaką odpieprzył Krzysiek to przeszła ludzkie pojęcie - mruknęłam i oboje zaczęliśmy się śmiać.
- Wiesz co? Mimo tego, że byłaś tu krótko to przyzwyczaiłem się, że poranną kawę piję z tobą, a dzisiaj było tak cholernie pusto- westchnął Zbyszek.
- Poczekaj, już  niedługo - powiedziałam z lekkim uśmiechem - Pogodzisz się z Asią i będziesz miał z kim pić tą swoją poranną kawę.
-Nie sądzę - mruknął i wstał z sofy podchodząc do okna. Dopiero teraz przemyślałam, co chwilę temu palnęłam.
- Zibi przepraszam - wstałam z sofy i podesłam do niego kładąc rękę na jego ramieniu - Nie powinnam była.
- Daj spokój - uśmiechnął się smutno - Wszystko ok.
- Na pewno?
- Na pewno - uśmiechnął się raz jeszcze.
- Nie zdążyłam ci jeszcze podziękować za tamten wieczór - przypomniałam sobie - Było cudownie.
- Jeżeli będziesz miała ochotę to możemy to kiedyś powtórzyć - puścił mi oko.
- No jasne - odpowiedziałam z uśmiechem i zerknęłam na zegarek - Ja się zbieram, bo Igła znowu będzie miał jakiś problem - westchnęłam i przewiesiłam przez ramię torbę z aparatem - Do zobaczenia zatem jutro Zbyszku - nachylił się, a ja cmoknełam go w policzek - I raz jeszcze dziękuję - szepnęłam mu do ucha i skierowałam się do drzwi. Już chciałam je otworzyć, ale odwróciłam się i spojrzałam na Zbyszka, który mnie odprowadzał.
- Gdzie masz Bobka?
- U rodziców w Warszawie - posłał mi uśmiech - Nie miałbym jak z nim wychodzić, zaczął się sezon, zaczęły się wyjazdy…
- No tak… Widzimy się jutro - pomachałam i opuściłam mieszkanie Bartmana. Po chwili jednak wróciłam i nacisnęłam dzwonek ponownie.
- Coś się stało? - zapytał zdziwiony Zibi otwierając drzwi.
- Klucze - wyciągnęłam do niego rękę z pękiem kluczy od jego mieszkania - Oddaję.
- Weź je i trzymaj. Tak wiesz w razie czego -puścił mi oko - Zawsze możesz mi podlać kwiatki podczas mojej nieobecności.
- Okej- zaśmiałam się i nie czekając na windę zbiegłam schodami na dół. Przemierzałam dziarsko ulice Rzeszowa i coraz bardziej odczuwałam, że to właśnie w tym mieście mogę zmienić swoje życie i być po prostu cholernie szczęśliwa. Około 20.00 przekroczyłam próg domu Ignaczaków. Od razu zostałam zaciągnięta do pokoju Dominiki i bawiłyśmy się z dobrą godzinę. Dzieciaki poszły spać po 21.00, a ja razem z Krzysiem i Iwona obejrzeliśmy w tv jakiś nudny film. Spakowałam się przed wyjazdem do Częstochowy i zasnęła ok 24.00

 ________________________________________________________________________

Czwartek zleciał bardzo szybko, a gdy wybiła godzina 16.00 autokar wraz z zawodnikami, sztabem szkoleniowym i medycznym wyruszył spod hali „Podpromie” w kierunku Częstochowy. Cieszyłam się, że to właśnie ze Skrą grają ten Super Puchar, bo strasznie stęskniłam się za Winiarskim. Podróż minęłam nam w bardzo miłej atmosferze. Miałam okazję poznać bliżej wszystkich zawodników. Igła oczywiście jak to na niego przytało latał po autokarze i robił wszystkim zdjęcia. Jego koledzy z drużyny dziwili się, że ma ze mną taki dobry kontakt, i że ogólnie się przyjaźnimy. Dojechaliśmy szczęśliwie ok 22.00 i zakwaterowaliśmy się w hotelu.  Na szczęście obeszło się bez większych problemów i dostałam pokój jednoosobowy obok Jacka Rusina. Prowizorycznie się rozpakowałam i usłyszałam pukanie do drzwi. Nie… To na pewno nie był ani Kosa, ani Piter, ani Bartman, ani Igła… Oni by nie zapukali.
- Proszę - krzyknęłam i starałam się upchnąć walizkę do szafy.
- Cześć to ja - głowę zza drzwi wystawił Alek - Mogę na chwilę?
- Jasne - posłała mu ciepły uśmiech - Stało się coś?
- Nie, w sumie to nic tak tylko chciałem porozmawiać - odpowiedział zakłopotany.
- Siadaj w takim razie - wskazałam na łóżku i usiadłam obok - Napijesz się czegoś?
- Chcesz wykorzystać sytuację, że jako jedyna masz czajnik elektryczny w pokoju? - zapytał śmiejąc się- W takim razie poproszę herbatę -chwilę później siedzieliśmy z kubkami herbaty malinowej w dłoniach i rozmawialiśmy. Spędziliśmy na tej pogawędce dobrą godzinę. Alek był bardzo sympatyczny i przyjął mnie do ekipy Asseco z wielkim entuzjazmem.  Opowiedziałam mu trochę o sobie, o stażu w sztabie medycznym Reprezentacji, o tym, że mam brata, trochę o życiu prywatnym i początkach z siatkówką. Chciał poznać szczegóły mojej znajomości z Krzyśkiem, więc także opowiedziała mu jak to się poznaliśmy i zaprzyjaźniliśmy. Alek nie pozostawała dłużny opowiedział o tym jak dostał polskie obywatelstwo, o tym, że był to pewien przełom w jego życiu i karierze. Opowiadał o grze w Sovi, o trenerze i reszcie sztabu. Wspominał o życiu prywatnym, o tym jak zaczął grać w siatkówkę, o żonie i dzieciach i jeszcze kilku innych rzeczach z życia prywatnego. Od razu złapałam z nim dobry kontakt, a po tej godzinie rozmowy miałam wrażenie jakbym znała go wiele lat, a teraz po prostu spotkalibyśmy się jak starzy znajomi.
- Igła mówił, że jesteś najlepszą stażystką na jaką mogliśmy trafić - powiedział z uśmiechem dopijając herbatę.
- Tak? Ciekawe co jeszcze wam o mnie nagadał? - posłałam mu lekki uśmiech.
- Same pozytywne rzeczy - odpowiedział szczerząc swoje zęby.
- Cześć i czołem! - wrzasnął Igła wbiegając do mojego pokoju, bez pukania oczywiście, z kamerą w dłoni.
- O wilku mowa - zaśmiał się Achrem.
-Olieg? A ty co tu robisz? - zmierzył go Igła i zaczął się śmiać.
- Piję pyszną herbatę malinową i poznaję się bliżej z naszą stażystką - odpowiedział przyjmujący z uśmiechem.
- Oj tylko nie poznawaj się z nią za bardzo, bo Kurek ci zęby wybije, to jego dziewczyna - rechotał Igła, a jak postukałam się w czoło pokazując mu jego głupotę za co oberwałam od niego poduszką.
- Krzysiek! Nie zaczynaj bo wiesz jak to się skończy - warknęłam - Źle dla ciebie…
- Patrz jaka groźna - zaśmiał się Alek.
- Coś ty! Tylko na taką wygląda - kontynuował Igła dobrze się bawiąc. Później włączył kamerę i nakręcił wywiad ze mną i Alkiem. Pora była dość późna, a że wszyscy byliśmy wykończeniapo podróży to dopadła nas przysłowiowa głupawka i filmik, który powstał doskonale to odzwierciedlał. Uśmiałam się do łez z tych dwóch wariatów. Znowu mogę stwierdzić, że Achrem ma zajebiste poczucie humoru. Panowie opuścili mój pokój około północy. Wykorzystałam sytuację i od razu wskoczyłam pod prysznic, natarłam ciało balsamem i ubrałam się w kurkową koszulką, z którą nie rozstawałam się od jego wyjazdu i w spodenki. Wskoczyłam do łóżka nakrywając się kołdrą po sam nos. Nawet nie wiem kiedy odpłynęłam do krainy Morfeusza.
 
 - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
Witajcie! :) Choroba chyba sprzyja mojej wenie twórczej, bo powstało kilka rozdziałów na zapas ;) Mam nadzieję, że nie udusicie mnie za to co wytworzyła moja chora wyobraźnia :D  Jak człowiek jest na zwolnieniu lekarskim i cholernie się nudzi to robi różne głupie i mało pożyteczne rzeczy :D Ja na przykład prawie od dwóch godzina bawię się "Agentem mocno pomocnym" Także jakby się Wam bardzo nudził to polecam http://mocnopomocni.pl/   
Zostawiam Was z rozdziałem i życzę miłego dnia :)
P.s.
Kolejny prawdopodobnie w piątek :)

 

poniedziałek, 10 czerwca 2013

Rozdział 51


Około drugiej nad ranem wrócił Zbyszek. Obudziłam się gdy otwierał drzwi. Od razu skierował się do łazienki, więc postanowiłam wstać i poczekać na niego w kuchni. Zdążyłam zrobić dwie herbaty malinowe, usiadłam na kuchennym taborecie i zaczęłam przeglądać gazetki motoryzacyjne walające się po stole.
- Lilka? Czemu nie śpisz? - zapytał wchodząc do kuchni ubrany w same spodenki.
- Bo na ciebie czekam? - odpowiedziałam pytanie na pytanie. Wiem, że on tego nie lubi, ale skoro już razem mieszkamy to mógłby mi chociaż powiedzieć gdzie się włóczył przez cały dzień.
- Niepotrzebnie - mruknął zabierając swój kubek i kierując się do pokoju.
- Zbyszek! Nie masz mi nic do powiedzenia? - zapytałam zatrzymując go w drzwiach.
- Dziękuję za herbatę - posłał mi udawany uśmiech i poszedł do siebie trzaskając drzwiami. „O nie Bartman! Tak nie będzie! Nie ze mną te numery…” Wstałam od stołu i zabierając swój kubek zgasiłam światło. Bez pukania weszłam do pokoju atakującego. Zdążył się już położyć i przykryć kołdrą po same uszy marudząc, że jest  śpiący, i że pogadamy rano.
- Tak jasne! A rano znowu cię nie będzie- warknęłam siadając na jego łóżku - Zbyszek no! Powiesz mi wreszcie co cię gryzie?
- Nic - mruknął - Mogę już spać?
- Nie - warknęłam zrzucając z niego kołdrę - Gadaj, ale to już!
-Lilka zlituj się... - jęknął siadając na łóżku - Jest po drugiej.
- No i co z tego? - zmierzyłam go.
- Dobra! - westchnął - Co chcesz wiedzieć?
- Najlepiej to wszystko od początku- mruknęłam zaplatając ręce na klatce piersiowej i wpatrując się w niego - Gdzie byłeś od rana?
- W Jastrzębiu.
-Gdzie? - wbiłam w niego swoje zdziwione oczy.
- W Jastrzębiu - powtórzył spokojnie - Pojechałem bo myślałem… W sumie to nie wiem co myślałem. Chciałem się spotkać z Miśkiem, ale nie było go w domu to wróciłem. Znaczy wiesz zadzwonił później jak już dotarłem na trening, zwyzywał mnie od różnych i powiedział, że mam wypierdalać z jego życia. Domyśliłem się, że w takim razie był, ale po prostu mi nie otworzył… - westchnął, a ja miałam coraz to większe oczy słuchając jego monologu - Później jeszcze zadzwoniła Aśka… Ucieszyłem się, bo myślałem, że może wreszcie się jakoś dogadamy, ale ona dzwoniła tylko po to, aby poinformować mnie, że ma mnie serdecznie dość, nie chce mieć ze mną nic wspólnego i najchętniej gdyby mogła to cofnęłaby czas, żeby  mnie  w ogóle nie poznać - jego głos zadrżał - No i powiedziała jeszcze, że żałuje każdej chwili spędzonej ze mną i jeszcze, że… - nie dałam mu dokończyć bo w moich oczach zakręciły się łzy. Przyciągnęłam go mocno do siebie i przytuliłam najmocniej jak umiałam. Siedzieliśmy tak chwilę w milczeniu. Potem pogładziłam jeszcze jego ciemne włosy, zgasiłam światło i wyszłam z pokoju. O spaniu nie było mowy… Chciałam się usilnie dowiedzieć co robił dzisiaj mój współlokator - to teraz mam. Nie miałam pojęcia czym on sobie na to wszystko zasłużył. Poczłapałam się do kuchni i zaparzyłam kolejny kubek herbaty. Chwilę  później, gdy stałam przy blacie kuchennym poczułam ręce Zbyszka na swojej talii.
- Czemu nie śpisz? - zapytałam cicho zdejmując z suszarki drugi kubek, aby jemu też zrobić herbatę.
- Pytanie retoryczne - mruknął odgarniając włosy z mojej szyi - Przepraszam Lila- powiedział cicho. Odwróciłam się przodem do niego i oparłam o blat.
- Za co?
- Za wszystko. Wiem, że ostatnio jestem nie do życia. Powinienem napisać, oddzwonić, albo chociaż zostawić ci kartkę. Wiem, że się martwiłaś - spojrzał  mi w oczy - Bo się martwiłaś prawda? - na jego twarzy zagościł lekki uśmiech.
- Nie wiesz, w ogóle się nie martwiłam, skąd ten pomysł? - odpowiedziałam z ironią w głosie. Zbyszek nie mówił już nic tylko przyciągnął mnie do siebie i zamknął szczelnie w swoich ramionach. Wtuliłam się w niego. Każda taka chwila przypominała mi jak bardzo brakuje mi Kurka. Zbyszek cmoknął mnie w głowę i kazał zabrać ciepłą bluzę. Nie wiedziałam co on kombinuje, ale gdy powiedział, że to niespodzianka to nie pytałam o szczegóły. Z racji tego, że nie mogłam znaleźć żadnej z moich Bartman pożyczył mi swoją. Ubraliśmy się ciepło, Zbyszek zabrał kubki z herbatą, koc, kieliszki, dwie butelki wina i kilka piw z lodówki.
-Co ty robisz? - zapytałam stając w drzwiach kuchni i przyglądając się poczynaniom atakującego.
- Cicho - zachichotał - Zobaczysz - puścił mi oko i nadal pakował koszyk przypominający te, których używa się na piknikach. Załadował go kanapkami i innymi specjałami jakie znalazł w lodówce. Zabraliśmy też szarlotkę, którą upiekłam rano i zaczęliśmy się zbierać do wyjścia.
- Jest trzecia w nocy… Ktoś ci kiedyś mówił, że jesteś nienormalny? - zapytałam stając naprzeciw uśmiechniętego atakującego.
- Zdarzało się - posłał mi pełne zrozumienia spojrzenie - Weź aparat.
- Po cholerę ci aparat? Bartman to przestało być smieszne… - mruknęłam niechętnie sięgając po sprzęt.
- Nie marudź i zaufaj mi ok? - zmierzyłam go zabójczym wzrokiem, ale posłusznie poczłapałam za nim na korytarz. Zawołał windę i wjechaliśmy na 10 piętro budynku.
 - Po co mnie tutaj przywiozłeś? Zbyszek jest cholernie późno…
- Ciiii- powiedział przykładając palec do moich ust - Chociaż przez chwilę nic nie mów… - na ostatnim piętrze budynku znajdowała się suszarnia, a w rogu pomieszczenia jeszcze jedna para drzwi. Podążałam w ciszy za siatkarzem nie mając pojęcia dokąd mnie prowadzi. Chwilę później znaleźliśmy się na dachu 10-piętrowegu budynku.
- Jeżeli masz zamiar skakać to proszę bardzo, ale beze mnie ja wracam- odwróciłam się, ale Zbyszek był szybszy. Złapał mnie za biodra i ponownie obrócił przodem do panoramy miasta. Podchodziliśmy powoli do brzegu dachu - Zbyszek - jęknęłam
- Ciiii, nie bój się jestem tuż za tobą - jedyny plus był taki, że faktycznie nie kłamał, bo czułam jego oddech na swojej szyi.
- Ale obiecaj, że mnie nie puścisz - pisnęłam.
- Obiecuję - powiedział oplatając jeszcze szczelniej ręce na moich biodrach. Podniosłam oczy ku górze i w tym momencie zaparło mi dech w piersiach. Staliśmy nad przepiękną panoramą miasta. Niebo powoli się przejaśniało, ale w dole świeciły się jeszcze wszystkie latarnie uliczne. Dochodziła godzina czwarta. W pojedynczych oknach zapalały się pierwsze światła, a na ulicę wychodzili pierwsi ludzi, który szli do pracy. Z naszej perspektywy wyglądali jak maleńkie mróweczki - Też całkiem niedawno odkryłem to miejsce - powiedział cicho stając obok mnie.
- Tu jest…- nie byłam w stanie powiedzieć nic więcej.
- Przecudownie - dokończył za mnie - Dopiero tutaj uświadomiłem sobie co Krzysiek widzi w tym mieście. - staliśmy tak dłuższą chwilę, a ja podziwiałam widoki. Byłam jak w transie. Nawet nie zauważyłam jak Zbyszek złapała aparat i zaczął pstrykać mi fotki na tle wschodzącego słońca. Dach budynku był w tym miejscu płaski i nie musiałam się bać, że z niego spadnę. Aby tradycji stało się za dość zrobiliśmy sobie wspólną „focię z rąsi”, a później rozłożyliśmy koc i rozpoczęliśmy piknik.
- Zbyszek? - spojrzałam na niego kończąc pić trzecie piwo.
- Hmmm? - zapytał dobierając się tym razem do butelki z winem i rozlewając je do kieliszków.
- Dlaczego mnie tu przyprowadziłeś i pokazałeś mi to miejsce?
- Bo to taka moja odskocznia od codziennym problemów, jak będziesz miała jakiś i będziesz potrzebowała w spokoju pomyśleć to zawsze możesz tu przyjść - nie pytałam już o nic więcej. Oparłam głowę o jego ramię i w milczeniu opróżnialiśmy butelkę wina i wpatrywaliśmy się w Słońce, które właśnie ukazywało swe poranne promienie nad Rzeszowem. Później opowiedziałam Bartmanowi o moim stażu i współpracy z Asseco. Do mieszkania wróciliśmy grubo po 10.00. Od razu położyliśmy się spać.

__________________________________________________________________________

Obudził mnie natrętny dzwonek do drzwi i jednocześnie dźwięk mojego telefonu. Zbyszek spał jak zabity, dlatego to ja musiałam się zwlec z łóżka. Głowa napieprzała mnie niemiłosiernie i miałam lekkiego kaca. Uchyliłam drzwi, a do mieszkania z prędkością światła wpadł nie kto innych, a nasz kochany Krzysiu.
- Co wy do jasnej cholery robicie? No można się dodzwonić ani do ciebie, ani do Bartmana! Wiecie, która godzina? Jest po 15.00, a o 16.30 trening! Lilka miałaś jechać  ze mną! - wrzeszczał przemierzają przedpokój.
-Igła błagam przymknij się - mruknął Zbyszek stając w drzwiach do kuchni.
- Lilka do cholery jak ty wyglądasz? - kontynuował opieprzanie nasz libero. - Podpuchnięte oczy, rozczochrane włosy. Piłaś coś? - zaczął obwąchiwać okolice mojej szyi.
- Krzysiek wyluzuj dwa piwa! Dwa piwa, nic więcej - powiedziałam stanowczo odpychając go od siebie.
- Dwa piwa tak? Chyba kurde 20! Zbyszek miałeś jej pilnować, na tobie to można polegać.
- Ignaczak!- wrzasnął Bartman - Weź się chłopie opanuj ona nie jest dzieckiem.
- Możecie się oboje zamknąć ? Bo mi zaraz mózg eksploduje! - warknęłam wychodząc do łazienki i trzaskając drzwiami. Wzięłam zimny prysznic, który postawił mnie na nogi. No dobra, może to ostatnie wino mogliśmy sobie z Zibim odpuścić, ale przecież nie stało się nic wielkiego i nie wiem o co Krzysiek robi wielką awanturę. Wyszłam z łazienki po upływie czterdziestu minut. W mieszkaniu o dziwo było cicho i spokojnie. Weszłam do kuchni, gdzie przy stole siedział Zbyszek, popijał kawę i przeglądał prasę.
- Gdzie  twój narwany kolega z drużyny? - zapytałam zdziwiona brakiem Ignaczaka.
- Ładuje pudła z twoimi rzeczami do samochodu - odpowiedział ze stoickim spokojem Zbyszek zanurzając wzrok z powrotem w gazetę.
- Co? - wrzasnęłam krztusząc się kawą, którą podpijałam z jego kubka.
- To co słyszałaś - odpowiedział nie podnosząc wzroku. W tym czasie do domu wrócił zadowolony Ignaczak.
- Już wszystko zniosłem, teraz tylko muszę zabrać ciebie - powiedział z uśmiechem od ucha do ucha.
-Nieeee - warknęłam mijając go w drzwiach i idąc do mojego pokoju - O nie kurwa - wrzasnęłam na widok pootwieranych i opróżnionych szaf, braku kartonów i moich rzeczy na półkach - Igłaaaaaaa! - wydarłam się najgłośniej jak mogłam.
- Słucham? - zapytał zjawiając się obok, a szeroki uśmiech nie schodził z jego ust.
- Popierdoliło cię już całkiem? - wrzasnęłam wymijając go i kierując się z powrotem do kuchni. Usiadłam przy stole naprzeciwko Bartmana i wbiłam w niego swoje spojrzenie.
- Nie patrz tak na mnie - powiedział odkładając gazetę - Próbowałam mu tłumaczyć na spokojnie - nie pomogło, później się na niego darłem - nie pomogło… To co mam zrobić? Walnąć mu w ryj? - zapytał, a Igła spiorunował go spojrzeniem. Odetchnęłam głęboko i zwróciłam się do Krzyśka.
- Gdzie są moje rzeczy? - wbiłam w niego swój świdrujący wzrok.
- W bagażniku. Przeprowadzasz się do nas.
- Nie.
-Tak.
- Nie do cholery!

- Lilka posłuchaj…
- Wiesz co? Bujaj się - warknęłam mijając go i wychodząc z mieszkania z głośnym trzaśnięciem drzwi. Nie miałam ochoty czekać na windę więc zbiegłam na sam dół schodami. Pokręciłam z niedowierzaniem głową, gdy zobaczyłam samochód Krzyśka załatowany kartonami z moimi rzeczami. Oparłam się o niego i czekałam, aż libero łaskawie się ruszy. Wyszedł z bramy chwilę później i otworzył samochód. Bez słowa usiadłam na miejscu pasażera i zapięłam pas.
- Lila… - zaczął, ale przerwałam mu w trakcie.
- Nic do mnie nie mów! Zawieź mnie tylko dla siedziby klubu - warknęłam i wbiłam wzrok w krajobraz ze oknem. Krzysiek włączyła radio i zgodnie z życzeniem nie odzywał się do końca podróży. Dojechaliśmy pod halę, a ja wyskoczyłam jak poparzona z jego samochodu. Chwilę później zwolniłam jednak kroku, bo byłam tu pierwszy raz. Krzysiek wyciągnął torbę treningową z bagażnika i dołączył do mnie uśmiechając się tryumfalnie.
- Prezes będzie dzisiaj na treningu - oznajmił i wyminął mnie.
- Igła! - wrzasnęłam za nim. Poskutkowało, bo obrócił się i spojrzał na mnie z uśmiechem.
- Coś się stało?
- Tak! Tak jakby jestem tu pierwszy raz wiesz? - powiedziałam z ironią i poczłapałam na nim. Krzysiek zniknął w szatni, a ja weszłam na halę. Z jednej strony cieszyłam się niezmiernie, bo wiedziałam, że za chwilę poznam wszystkich członków klubu, ale z drugiej strony byłam mega wkurzona na Krzyśka. Usiadłam na trybunach i czekałam aż prezes pojawi się łaskawie na hali. Chwilę później wszedł Zbyszek.
- Co ty tu robisz? - spojrzałam na niego - Miałeś mieć wolne.
- Miałem, ale przecież wy się z Igłą pozabijacie, ktoś musi was pilnować - powiedział z uśmiechem. Później zjawili się inni siatkarze oraz trener. Kosa i Piter wyściskali mnie mocno, a reszta dziwnie się nam przyglądała. Zostałam przedstawiona Wojtkowi, Jochenowi, Paulowi, Nikoli, Łukaszowi, Maciejowi, Alkowi, Rafałowi, Lukasowi, trenerowi Kowalowi drugiemu trenerowi  - Marcionowi Ogonowskiem. Prezes pojawił się z prawie pół godzinnym spóźnieniem. Podpisał ze mną umowę od ręki i przedstawił jako oficjalną strażystkę. Poznałam się bliżej z sztabem medycznym, bo to z nimi będę współpracowała. Po treningu Igła zadowolony zawiózł mnie do siebie. Prosiłam Iwonę, aby o nic nie pytała. Poszłam od razu do pokoju na górze, gdzie czekała na mnie już czysta pościel i rozesłane łóżko. „A więc pani Ignaczak wiedziała o wszystkim? Uduszę ją, ale dopiero rano, bo teraz strasznie chce mi się spać”
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
Witajcie! Rozdział dość optymistyczny :) Mam już serdecznie dosyć tej okropnej pogody za oknem. Ciągle tylko pada i pada, a do tego ta wstrętna burza, która się chyba gdzieś w tych moich górach zawiesiła i co chwilę wraca. Do tego jeszcze stan zdrowia, który nie wpływa korzystanie na samopoczucie. No i mecz...
Chociaż nie! O meczu nic złego powiedzieć nie mogę. Tak, wiem że wynik jest korzystny dla Brazylii, że mamy na obecną chwilę najmniej punktów w tabeli i w ogóle... Ale co z tego? Przecież jak to powiedział Zibi we wczorajszym wywiadzie - " Jest progres". Jest i to bardzo zauważalny, jak sobie porównamy piątkowy mecz z wczorajszym to różnice widać gołym okiem. Przed chłopakami trudny tydzień w Spale, który wykorzystają na treningi i poprawę tego, co jeszcze trzeba poprawić. Jak już się w pełni zgrają to będzie tylko lepiej :) Za dwa tygodnie ruszamy na podbój Francji i mam nadzieję, że wrócimy z kompletem punktów, bo nie ukrywam, że się przydadzą :)
We wczorajszym meczu prawie w ogóle nie było gry Kurasia - rozumiem słabszy dzień, Piter miał taki w piątek. Za to na wyróżnienie według mnie zasługują trzy osoby - Możdżi, Winiar i Zati. Chłopaki dali czadu, a "Winiar show" w pewnym momencie nieźle zakręciło Brazylijczyków. Ruckowi dziękujemy za pięknego asa serwisowego. A pana sędziego to bym... udusiła? Wkurzył mnie wczoraj, oj wkurzył...
No dobra, kończę to moje podsumowanie, zostawiam Was z rozdziałem i życzę miłego czytania. Buziaki ;*

piątek, 7 czerwca 2013

Rozdział 50


Wstałam przed 9.00. Krzysiek jeszcze spał, ale nie zamierzałam go budzić. Wymknęłam się po cichu z domu na małe zakupy. Gdy wróciłam przygotowałam śniadanie i zaparzyłam świeżą kawę do termosu na drogę. Kilka kanapek na podróż także spokowałam do podręcznej torby. Libero obudził się grubo po 10.00, zjadł śniadanie i wspólnie znieśliśmy moje bagaże do samochodu. W sumie nie było tego aż tak wiele jak się nam wydawało wczoraj. Cztery kartony, jedna torba i walizka. Pani Magdalena - tymczasowa właścicielka mojego mieszkania odebrała klucze o 12.00, a my ruszyliśmy w podróż do Rzeszowa. Około 15.00 zatrzymaliśmy się na obiad w jakiejś restauracji, a potem pojechaliśmy prosto do stolicy Podkarpacia. Pod blokiem Zbyszka zaparkowaliśmy dokładnie o godzinie 20.30. Ciągle się z czegoś śmiejąc załadowaliśmy moje bagaże do windy i wjechaliśmy na górę. Otworzyłam drzwi „moimi” kluczami i wtaszczyliśmy razem z Krzyśkiem pudła do przedpokoju.

- Lilka? - wrzasnął uradowany Nowakowski biegnąc w moją stroną i miażdżąc mnie w swoich ramionach.

- Cześć Piter - zawołałam wtulając się w niego.

- Zbyszek nam mówił, że od niedawna mieszkasz w Rzeszowie i to z nim - wywrócił oczami - Ale myślałem, że sobie robi jaja jak zwykle.
- Jak widzisz to prawda - zaśmiałam się i poklepałam go po ramieniu.
- Cześć Liluśka- przywitał się Kosa wyłaniając się zza placów Nowakowskiego.
- Grześ! - pisnęłam wieszając się mu na szyi i cmokając w policzek - Dobrze cię widzieć!
- Ja też się cieszę - powiedział z uśmiechem gdy tylko uwolniłam go od swojego uścisku.
- To ja się będę zbierał - mruknął Igła.
- No stary weź! Nie napijesz się z nami piwka? - zapytał Zbyszek.
- Innym razem dzisiaj jestem kierowcą - pomachał mu przed nosem kluczykami od auta - Bawcie się dobrze i nie upijcie mi Lilki - puścił oko do chłopaków i pomachał na pożegnanie. Odprowadziłam go do windy.
- Krzysiu dzięki za wszystko - spojrzałam na niego z uśmiechem.
- Nie dziękuj Lila, mam nadzieję, że zakochasz się w tym mieście tak samo jak ja - odpowiedział ze słodkim uśmiechem, a potem przytulił mnie i życzył cierpliwości do chłopaków. Wróciłam do mieszkania gdzie stał już dla mnie przygotowany kufel z piwem. Rozsiadłam się na kanapie między Grześkiem, a Piotrkiem i zaczęliśmy rozmawiać o nadchodzącym sezonie ligowym.
- A tak zmieniając temat - wtrącił Piter - To do Rzeszowa przenosisz się na stałe prawda? - spojrzał na mnie zadowolony.
- Nie… Nie wiem- mruknęłam - Jak na razie wszystko zależy od tego projektu na uczelni i jeszcze od kilku innych rzeczy. Nie jestem do końca przekonana czy dobrze zrobiłam, ale jak to mówią raz się żyje.
- No właśnie! A lepiej się żyje wśród przyjaciół - zachichotał Grzesiem upijając kolejny łyk piwa.
- Jeżeli mam tu zostać to muszę się rozejrzeć za jakimś mieszkaniem.
- Żartujesz sobie? Lilka ile razy mam ci powtarzać, że możesz zostać u mnie jak długo tylko chcesz - powiedział Zbyszek.
- Nie mogę ci wiecznie siedzieć na głowie - trafnie zauważyłam - Masz swoje życie i swoje problemy.
- Kosa weź jej jeszcze dolej tego piwa, bo zaczyna znowu bredzić - zarechotał atakujący, a środkowy spełnił jego polecenie. Tego wieczoru nie poruszaliśmy już tematu związanego z mieszkaniem, moim pobytem w Rzeszowie czy tym podobnymi sprawami. Grzesiek i Piotrek wyszli grubo po 23.00. Razem ze Zbyszkiem ogarnęliśmy pokój.
- Chodź ze mną - atakujący złapał mnie za rękę i zaciągnął do „mojego” pokoju.
- Rany Zibi chciałabym się położyć, bo jestem zmęczona i w ogóle to… - zaniemówiłam, gdy zobaczyłam wielgachną szafę, kilkanaście wolnych półek i szuflad.
- Pomyślałem, że przyda ci się trochę miejsca, a poprzednie meble nie było zbytnio funkcjonalne - powiedział - Mam nadzieję, że te będą bardziej pakowne.
- Zibi kiedyś ty to wszystko? - spojrzałam na niego z niedowierzaniem.
- Od wczoraj miałem trochę czasu - mruknął zadowolony z siebie.
- Ale przecież nie musiałeś robić tego specjalnie dla mnie - uwiesiłam się na jego szyi i cmoknęłam go mocno w policzek - Dziękuję ci Zbysiu! Nawet nie wiesz ile to dla mnie znaczy. Jestem tu dopiero drugi dzień, a wszyscy robicie wszystko, abym czuła się jak w swoim domu.
- Lilka bo ty jesteś w swoim domu - powiedział zakładając kosmyk włosów za moje ucho - Nasz dom jest Twoim i odwrotnie, zapomniałaś już? - nie odpowiedziałam nic tylko mocno wtuliłam się w jego klatkę piersiową. Czułam ścisk w gardle i ogromne wzruszenie. Igła i Zbyszek byli moimi najlepszymi przyjaciółmi, nigdy jeszcze nie spotkałam takich fantastycznych osób w swoim życiu. Raz jeszcze podziękowałam po czym poszłam wziąć prysznic. Zbyszek w tym czasie przetransportował moje kartony i walizkę do pokoju. Nie miałam siły się dzisiaj rozpakowywać. Zmęczona zasnęłam kilka minut po północy.

_______________________________________________________________________

Obudziłam się po 8.00. Zbyszka nie było już w domu. Nie miałam pojęcia gdzie się wybył, bo na trening było jeszcze za wcześniej. Wstałam i zaczęłam ogarniać swoje rzeczy. Rozpakowałam się i poukładałam ubrania w szafkach. Posprzątałam trochę w naszym wspólnym mieszkanku i zajrzałam do lodówki. Oprócz światła był w  niej jeszcze jakiś serek, kilka plasterków szynki i cały zapas energy drinków. Postanowiłam wybrać się na małe zakupy. Mimo tego, że był wrzesień pogoda za oknem dopisywała. Zdecydowałam się założyć sukienkę i sandały. Zamknęłam mieszkanie i zjechałam windą na dół. Nie znałam Rzeszowa, ale liczyłam na to, że nie zgubię się w pierwszej lepszej ulicy. Niedaleko bloku znajdował się dość pokaźnych rozmiarów park. Stwierdziłam, że wybiorę się tam jutro rano pobiegać. Kręciłam się różnymi uliczkami i alejkami aż wreszcie znalazłam jakiś sklep spożywczy. Kupiła kilka potrzebnych produktów i skierowałam swoje kroki w kierunku piekarni. Przechodząc obok cukierni miałam zamiar kupić jakieś ciasto, ale wpadłam na lepszy pomysł - upiekę sama. Wróciłam do sklepu i dokupiłam kilka rzeczy potrzebnych do ciasta. Do domu dotarłam  parę minut po 9.00. Na uczelni miałam się zjawić ok 12.00 więc trochę czasu mi jeszcze zostało. Ugotowałam obiad i upiekłam szarlotkę. Wyrobiłam się do 11.00. Zbyszka dalej nie było więc postanowiłam zadzwonić. Niestety nie odbierał, a ja zaczynałam się martwić. Nie zostawił żadnej kartki ani nic. Zadzwoniłam do Krzyśka, ale telefon odebrała Iwona, bo jej mąż pojechał na trening i zostawił go w domu. Powiedziała, że nie widziała się z atakującym od wczoraj. Włączyłam laptopa i wysłałam maila do Bartka oraz do Radka. Przebrałam się i dojechałam na uczelnię. Powoli ogarniałam wszystkie sprawy związane z moim przeniesieniem. Gdy tylko zjawiłam się w sekretariacie zostałam poproszona do rektora.
- Dzień dobry - powiedziałam cicho wchodząc do pomieszczenia.
- Witam serdecznie. Pani Lilianna Iskierka jak mniemam? - zapytał z uśmiechem.
- Zgadza się - odpowiedziałam i zajęłam wskazane przez mężczyznę miejsce.
- Dobrze, że pani jest. Po pierwsze to gratuluję udziału w projekcie, po drugie to cieszę się, że to właśnie pani została przysłana do nas, do Rzeszowa.
- Cieszy się pan, że to właśnie ja?- zapytałam lekko zdziwiona.
- Tak! Już wczoraj dostałem telefon z zarządu Asseco Resovii, że z miłą chęcią przyjmą panią na staż do swojego klubu. Dla nich liczy się doświadczenie, a takowe zdobyła pani  podczas odbywania stażu w sztabie reprezentacji - w tym momencie mnie lekko zatkało. Jestem tu dopiero od dwóch dni, a już mam gdzie mieszkać, nawet dostałam nowe meble do pokoju, chcą dopasować do mojego planu godziny zajęć i jeszcze mam zacząć staż w moim ukochanym klubie siatkarskim. To wszystko się za szybko dzieje, za szybko - Oczywiście staż będzie płatny, podobnie jak ten poprzedni, reprezentacyjny. Tyle zdołałem się dowiedzieć przez telefon. Najlepiej, żeby pani sama pojechała do prezesa i wypytała o szczegółu. Tutaj podaję jego numer telefonu - wręczył mi wizytówkę - W razie potrzeby przymkniemy oko na pani nieobecność, na niektórych wykładach. Grunt, żeby miała pani zaliczone wszystkie egzaminy - byłam w takim szoku, że wydukałam tylko „dziękuję bardzo” i opuściłam uczelnię najszybciej jak się dało. Przy budynku znajdował się park, więc skorzystałam z wolnej ławki i usiadłam na niej głęboko oddychając. Nie wytrzymałam i wykręciłam numer do Radka. Nie liczyło się teraz to ile zapłacę za połączenie, musiałam z kimś pogadać. Odebrał po kilku sygnałach.
- Cześć braciszku! - pisnęłam do słuchawki - Jestem w Rzeszowie, byłam na uczelni, dostałam staż w Asseco, moje marzenia się spełniają, tęsknię za tobą - wyrzucałam z siebie z prędkością światła.
-…
- I tylko tyle? - westchnęłam - Idź spać, odezwę się później- rozłączyłam się i wkurzona wrzuciłam telefon do torebki. Ja tu do niego dzwonię, aby podzielić się z nim moim szczęściem, a on mówi tylko „Ok, cieszę się, ale wiesz co pogadamy później, bo padam na twarz”? Wiem, że u niego jest inna strefa czasowa, no ale Radek no! Posiedziałam jeszcze chwilę i próbowałam znów zadzwonić do Zbyszka, ale był poza zasięgiem sieci. Wykonałam telefon do Iwony i opowiedziałam jej o wszystkim. Okazało się, że wracała właśnie z zakupów i był blisko mojej uczelni. Umówiłyśmy się w parku, gdzie miałam na nią poczekać. Chwilę później zjawiła się na miejscu.
- Cześć Lila - zawołała przysiadając się obok na ławce i cmokając mój policzek - No i jak tam?
- Hej! -odpowiedziałam radośnie - Boże do mnie to jeszcze nie dociera, tak się cieszę.
- Widzisz, że wszystko się układa? A tak się strasznie bałaś tych zmian w swoim życiu.
- Jak na razie są to same pozytywne zmiany - posłałam jej uśmiech. Posiedziałyśmy jeszcze chwilę, a później dałam się jej namówić na herbatę. Pojechałyśmy do domu państwa Ignaczaków. Dzieciaki przywitały mnie z niemałym piskiem od progu, a Krzysiek także wyściskał mnie serdecznie. Zgodnie z obietnicą pobawiłam się z Dominiką jej nowymi lalkami, a z Sebastianem ułożyłam puzzle. Zostałam poczęstowana smakowitym obiadem mimo tego, że sama ugotowałam obiad u Zbyszka, ale głupio było odmówić. Po obiedzie Sebastian został zmuszony przez rodziców do odrobienia lekcji. Musiał narysować do szkoły na dużej kartce swoje największe marzenie. Poszedł więc do pokoju i zajął się obowiązkami, a mała Ignaczak oglądała w tym czasie bajki u siebie. Mieliśmy chwilę czasu, aby spokojnie porozmawiać. Na początek państwo Ignaczak oprowadzili mnie po całym domu i pokazali jak urządzili sobie rodzinne gniazdko. Wcześniej jakoś nie było okazji na zwiedzanie ich królestwa. Najbardziej podobał mi się pokój na poddaszu nazywany „małym królestwem  Krzysia”. Po długich negocjacjach i staraniach Iwona zgodziła się, aby w tym właśnie pokoju przechowywał swoje medale, statuetki, podziękowania i wszystko inne co z jego zawodem związane. Na ścianie w antyramach wisiały przeróżne dyplomy i wyróżnienia jeszcze z czasów szkolnych. Po przeciwnej stronie ściana pokryta była od góry do dołu medalami różnego koloru, których libero miał pokaźną ilość. Na samej górze zostało jeszcze tylko trochę miejsce i jeden mały gwoździk. Tam zapewne miał wisieć medal olimpijski - największe marzenia Krzyśka. Nie zapytałam jednak o to, bo nie chciałam poruszać drażliwego tematu.
- Otwórz szafę - poleciła z uśmiechem Iwona. Wykonałam polecenie gospodyni domu i aż westchnęłam z wrażenia. Cała zapełniona była wieszakami, na których wisiały koszulki i ogólnie stroje meczowe. Były tam stroje reprezentacyjne, klubowe i jeszcze te z czasów, gdy Igła grał w klubach juniorskich.
- Ożż ty - mruknęłam z podziwem przyglądając się pokaźnej kolekcji. Później przeniosłam wzrok na libero, który stał wyraźnie zadowolony z założonym na piersiach rękami i przyglądał się mojej reakcji.
- Podoba ci się? - zapytał z uśmiechem.
- Jeszcze się pytasz - mruknęłam przeglądając wszystkie koszulki jakie miał w swoich zapasach.
- Ta jest szczególna - powiedział, gdy przejechałam ręką po biało- czerwonej koszulce zapakowanej w folię i wiszącej na ostatnim wieszaku -Śmiało -  zachęcił mnie do wyjęcia i obejrzenia jej widząc moją niepewną minę. Wyjęłam delikatnie koszulkę z szafy i obróciłam tyłem do siebie. Moim oczom ukazał się numer 16, a powyżej widniało nazwisko  „Gołaś” - Wymieniliśmy się kiedyś koszulkami, ot tak na pamiątkę - powiedział z lekkim uśmiechem Igła - On dostał moją z numerem 8, a ja tą z 16” - bez słowa odwiesiłam koszulkę delikatnie do szafy i zamknęłam drzwi.
- Piękny jest ten pokój - westchnęłam raz jeszcze się rozglądając. Później, gdy obejrzałam cały domek przenieśliśmy się do salonu. Rozmawialiśmy o różnych rzeczach. Igła wypytał o szczegóły mojego stażu i obiecał, że pojedzie razem ze mną do prezesa klubu, a przynajmniej podrzuci mnie gdy będzie jechał na trening. Chwilę później zadzwonił mi telefon: „Zbyszek”
- No wreszcie! Czemu nie odbierasz? - warknęłam do słuchawki.
-…
- No dobra, ale daj znać jak coś okej?
-...
-No pa - rozłączył się pierwszy. Przeniosłam swój wzrok na Krzyśka, który spojrzał na mnie bezradnie - Igła ty coś wiesz? Od rana nie było go w domu, nie odbierał telefonu, nie odpisywał na sms-y, a potem był poza zasięgiem… Kiedy wreszcie łaskawie zobaczył, że dzwoniłam kilkanaście razy to oddzwonił tylko po to, żeby powiedzieć mi, że mam się nie martwić, i że wróci późno… Coś mi tu nie gra - westchnęłam wbijając wzrok w Krzyśka.
- Spóźnił się dzisiaj na trening, mijał się z każdą piłką, nic mu nie szło... Trener dał mu dwa dni wolnego, żeby się zebrał przed meczem o Super Puchar w Częstochowie.
- Ale co? Tak bez przyczyny?
- Nie do końca… Rozmawiał z Miśkiem, znów się pokłócili przez telefon, do tego jeszcze ta cała sytuacja z Aśką i z rodzicami… - westchnęłam ciężko i pokręciłam głową. Porozmawialiśmy jeszcze chwilę, a około 20.00 wróciłam do domu. Wzięłam gorący prysznic i odpaliłam komputer. Rozmawiałam z Bartkiem ponad dwie godziny opowiadając mu o wszystkim co się u mnie dzieje. On także opowiadał o pierwszych treningach w nowym klubie. Później zadzwonił Radek przepraszając za to, że wsześniej mnie spławił, ale znowu do późnych godzin nocnych ślęczał nad jakimiś projektami. Z nim też porozmawiałam dość długo, a w rezultacie położyłam się spać kilka minut po północy.
 - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
Witajcie! Rozdział pojawia się teraz, bo później mogę nie mieć czasu ze względu na nagromadzenie emocji sportowych dnia dzisiejszego. Najpierw pierwszy w Lidze Światowej mecz naszych Orzełków z Brazylią na warszawskim Torwarze, a potem nasi "kopacze" muszą pokonać Mołdawię, także zapowiada się iście sportowy wieczór :) Wszyscy trzymamy mocno kciuki i kibicujemy naszym chłopcom! Jak już wspomniałam o meczu z Brazylią to... Kurde! Gdzie jest Igła ja się pytam?! Nie to, żebym miała coś do Zatiego, ale... Wypowiem się na ten temat po obejrzeniu tych dwóch spotkań z Brazylią :)
Mamy Lilkę w Rzeszowie na dłużej, cieszycie się? :D
Tak przy okazji to pozdrawiam mojego pana doktora, który dopisał mi dzisiaj kolejną porcję zastrzyków ;/ Uwielbiam chorować!
Trzymajcie się ciepło i miłego czytania życzę :)

niedziela, 2 czerwca 2013

Rozdział 49


Obudziłam się dość wcześnie. Zbyszek jeszcze spał, dlatego tym razem to ja przygotowałam śniadanie i zaparzyłam kawę. Kiedy już zwlekł się z łóżka zjedliśmy kanapki i zastanawialiśmy się co będziemy robić przez cały dzień, gdy nagle zadzwonił telefon atakującego.
- Halo- powiedział radosnym głosem do słuchawki.
-…
 - Tak już dawno, a co?
- ...
- Jasne, że przyjdziemy, do później - rozłączył się i spojrzał na mnie - Mamy zaproszenie na obiad do Ignaczaków na 13.00.
- Ooo  całkiem miło z ich strony - wyszczerzyłam się - A skąd wiedzą, że jestem w Rzeszowie?
- Nic nie umknie uwadze Krzyśka- zaśmiał się Zbyszek - I proponuję się zbierać, bo dochodzi 12.30.
- Pięć minut i jestem - posłałam mu uśmiech wbiegając do pokoju. Przebrałam się w zieloną sukienkę i chwilę później jechaliśmy już w stronę domu Ignaczaków. Dokładnie o 12.50 Zbyszek wjechał na pokaźnych rozmiarów podwórko, na którym stała już Iwona z mężem i dzieciakami. Po drodze zatrzymaliśmy się w sklepie zabawkowym i kupiliśmy dla Sebastiana i Dominiki drobne upominki. Mała Ignaczak dostała lalkę z akcesoriami fryzjerskimi, a Sebastian ciężarówkę sterowaną pilotem. Gdy tylko wysiadłam z samochodu podbiegł do mnie Sebek i uwiesił mi się na szyi krzycząc głośno: „cześć ciociu”. Nie znał mnie przecież tak dobrze, więc zapewne był to pomysł Krzyśka, ale nie zmienia to faktu, że zrobiło mi się bardzo miło. Uściskałam go i wręczyłam prezent. Trochę później podeszła także Dominika, który na początku się wstydziła, ale gdy tylko zobaczyła lalkę to i ona zawisła na mojej szyi. Później wyściskałam Krzysia i Iwonę, Zbyszek zrobił to samo i razem udaliśmy się do salonu.
- No i wreszcie jesteś, a już myślałem, że nigdy mnie tu nie odwiedzisz - zaczął marudzić Igła, gdy pomagał żonie w ustawianiu na stole półmisków z jedzeniem.
- Obiecałam to jestem - wystawiłam mu język.
- Tylko ja się pytam czemu tak późno? - spojrzał na mnie Iwona - Z tego co wiem w Rzeszowie jesteś od wczoraj prawda?
- Tak jakoś wyszło - posłałam jej niewinne spojrzenie - Wczoraj załatwiałam wszystkie sprawy na uczelni.
- Wiem, wiem rozmawiałem z Radkiem, zresztą z Kurkiem też - wyszczerzył się Krzysiek siadając do stołu. Jedliśmy obiad i rozmawialiśmy o przeróżnych rzeczach, aż nagle Igła jak gdyby nigdy nic wyleciał z pytaniem: - To kiedy się do nas wprowadzasz? - spojrzał na mnie z uśmiechem, to samo uczyniła Iwona.
- Ja? - zapytałam zdziwiona - Nie wprowadzam się do was.
- Jak to? To gdzie ty teraz mieszkasz? - zapytała pani Ignaczak świdrując mnie wzrokiem.
- Tak jakby u mnie - wyratował mnie z opresji Bartman.
- O nie! Czyli dzisiaj przenosisz się do nas - powiedział stanowczo Igła.
- Krzysiek daj spokój - mruknęłam i dokończyłam jeść surówkę - Na razie zostanę u Zbyszka, sama nie wiem jak długo będę w Rzeszowie, to zależy od wielu czynników - wywróciłam oczami - Ale dziękuję za troskę - posłałam w stronę państwa Ignaczaków ciepły uśmiech.
- Przecież jej krzywdy nie zrobię. Mnie częściej nie ma w domu niż jestem to będzie miała mieszkanie do swojej dyspozycji. Zresztą obiecałem Kurkowi i Radkowi, że się nią zaopiekuję - wyszczerzył swoje białe ząbki.
- Też im to obiecałem! - zauważył Igła karcąc go spojrzeniem - I dlatego lepiej będzie jak Lilka…
- Krzysiu daj spokój - jęknęłam patrząc na niego błagalnym wzrokiem.
- No dobra, ale jak tylko coś przeskrobiecie to… - zmierzył nas swoim wzrokiem libero.
- Tak wiem dostanę szlaban - prychnęłam i pokręciłam głową po czym wszyscy zaczęliśmy się śmiać.
- Ja się tylko martwię - zaczął się tłumaczyć Krzysiek.
- Niepotrzebnie - powiedziałam uśmiechając się do niego. Później panowie zajęli się dyskusją o siatkówce i nowym sezonie ligowym, a ja razem z Iwoną posprzątałyśmy po obiedzie. Po południu przenieśliśmy się do ogrodu. Miałam okazję bliżej poznać dzieciaki naszego libero. Z Dominiką bawiłam się jej nową lalką, z Sebastian namówił mnie na mini meczyk siatkówki. Jak na posesję siatkarza przystało na tyłach ogrodu nie mogło zabraknąć profesjonalnego boiska do siatkówki. Później do zabawy włączył się Igła i Zbyszek, a Iwona wraz z Dominiką sędziowały nasz turniej. Ja grałam w drużynie z małym Ignaczakiem, a libero i atakujący razem. Mój współzawodnik nieźle rozwalał swoich rywali zagrywką jak na dziesięciolatka przystało. Krzysiek usilnie udawał, że nie może sobie z nią poradzić, a Zbyszek atakował w siatkę. Tym samym wygraliśmy 3:0 ku wielkiej uciesze Sebastiana oczywiście. Po meczu i podwieczorku mieliśmy się z Zibim zbierać do jego mieszkania, ale wcześniej odebrałam telefon. Dzwoniła kobieta zainteresowana wynajęciem mieszkania w Warszawie. Postanowiłam  podjąć ostateczne kroki w swoim życiu i po rozmawie z Radkiem przekonałam się do tego, aby mieszkanie w Warszawie wynająć. Mimo tego, że w stolicy miałam już doskonale unormowane życie i wielu znajomych z uczelni to jednak w Rzeszowie mieszkali moi najlepsi przyjaciele. Nie przepadałam za zmianami w moim życiu, ale ta wydawała się być zmianą na lepsze. Radek uświadomił mi, że będąc w Rzeszowie nigdy nie będę sama. W sumie to miał rację bo jakby na to nie spojrzeć to on siedzi sobie w Stanach i do końca sam nie wie kiedy wróci, Bartek jest w Moskwie, a Ignaczakowie i Bartman właśnie tutaj, w stolicy Podkarpacia. No i tutaj jest też moja kochana Asseco  Resovia. Nie zastanawiałam się już dłużej nad tym i umówiłam się z nią na spotkanie dnia następnego na 16.00.
- Nie dam rady z tobą pojechać - powiedział Bartman uderzając się otwartą dłonią w czoło - Jutro mam te cholerne badania przed sezonem klubowym - wymamrotał.
- Żaden problem, ja pojadę - zaoferował Igła - Zastanawiam się tylko, dlaczego tej kobietce tak się spieszy z tym wynajęciem?
- To studentka, przeniosła się do Warszawy i potrzebuje lokum na już - odpowiedziałam zgodnie z informacjami jakie przekazała mi przez telefon.
- W takim razie wyjeżdżamy jutro o 6.00 skoro musisz być na 16.00 - powiedział z uśmiechem Igła.
- Serio chce ci się ze mną jechać? Przecież zawsze mogę jechać pociągiem.
- Taa jasne - przerwała Iwona kręcąc głową - Nawet o tym nie myśl, mieliśmy cię pilnować zapomniałaś już? - spojrzałam na nią z lekkim uśmiechem. „Rany i ty przeciwko mnie?” - pomyślałam kręcąc głową.
- Nie jestem już dzieckiem - zauważyłam i chciałam powiedzieć coś jeszcze, ale wszyscy troje mnie ubiegli.
- Wiemy, wiemy dasz sobie radę, jesteś samodzielna i takie tam... - wyrecytowali chórkiem po czym wszyscy zaczęliśmy się śmiać. Umówiłam się z Krzysiem, że przyjedzie po mnie do mieszkania Zbyszka. Posiedzieliśmy jeszcze z atakującym pół godzinki i wróciliśmy do domu. Było kilka minut po 20.00. Wzięłam gorący prysznic i wskoczyłam w moją ulubioną koszulkę i spodenki. Razem ze Zbyszkiem obejrzeliśmy jakiś film, który akurat leciał w tv i około 23.00 znalazłam się w łóżku. Prawie zasypiałam, gdy usłyszałam dźwięk telefonu oznajmujący, że dostałam wiadomość. „Cześć Słoneczko ;* Mam nadzieję, że dobrze bawisz się w Rzeszowie. Rozmawiałem z Radkiem i wiem też, że wynajmujesz mieszkanie w stolicy. Cieszę się, że zostajesz w podkarpackim na dłużej, bo przynajmniej chłopcy będą sprawowali nad Tobą pieczę podczas mojej nieobecności. Mam nadzieję, że się niedługo zobaczymy. Jak na razie jest nawet fajnie, ale nie ma przy mnie osoby, która opieprzałaby mnie za byle co, powtarzała mi cały czas jak bardzo ją wkurzam, i która wkurzałaby się na mnie gdy kradłbym jej buziaki. Lili strasznie za Tobą tęsknię! Mam nadzieję, że się niedługo zobaczymy. Kocham Cię! B.” Westchnęłam głośno po przeczytaniu wiadomości od Bartka. Ja też za nim strasznie tęskniłam, brakowało mi jego dotyku, ciepła, smaku jego ust… Odpisałam mu dość długą wiadomość i nastawiłam budzik na 5.00. Odłożyłam telefon na półkę i odpłynęłam do krainy marzeń sennych.
__________________________________________________________________

 Budzik dał o sobie znać dokładnie o tej godzinie, na którą został nastawiony. Zwlekłam się z łóżka i poczłapałam pod prysznic. Chłodna woda spływające po moim ciele szybko postawiła mnie na nogi. Ubrałam się w rybaczki, luźniejszą tunikę i wygodne baletki. Wbiegłam do kuchni, żeby zjeść coś na szybko. Zbyszek jeszcze spał, nie chciałam go budzić. Na kuchennym stole znalazłam przygotowane kanapki na talerzyku okryte folią aluminiową, która chroniła je przed wysuszeniem. Obok leżała kartka: „Wiem, że wstaniesz później niż powinnaś i nie zdążysz sobie zrobić sama, dlatego pomyślałem o Twoim śniadaniu wczoraj wieczorem. Smacznego! - Z.” "Jaki on jest kochany, nawet śniadanie mi zrobił" - uśmiechnęłam się sama do siebie i pochłonęłam zawartość talerza. Naskrobałam na szybko kartkę: „ Śniadanko było przepyszne, dziękuję Zbysiu! Wracam w niedzielę wieczorem, jak dojedziemy to dam znać. Do zobaczenia - Lilka. P.s. Miłych badań :)’’ Przywiesiłam ją na lodówce, zabrałam torbę, zamknęłam drzwi, bo Zbyszek ofiarował mi już wczoraj zapasową parę kluczy i równo o 6.00 wyszłam przed bramę. Krzysiek już siedział w samochodzie i czekał na mnie.
- Minuta spóźnienia - zaśmiał się gdy wsiadłam do auta.
- A może by tak jakieś „cześć”? - zmierzyłam go zapinając pas.
- Cześć Lila - wyrecytował z szerokim uśmiechem na ustach - Dobrze, że jesteś!
- Teraz to się czuję jak na jakimś spotkani anonimowych alkoholików - mruknęłam - „Jestem Lila, jestem alkoholiczką i nie piję od trzech lat - cześć Lila” - parodiowałam Krzyśka. Po chwili oboje nie wytrzymaliśmy i zaczęliśmy się śmiać. Ruszyliśmy w podróż do Warszawy. Około 9.00 zatrzymaliśmy się na stacji benzynowej, aby napić się kawy i zjeść śniadanie. Iwona to złota kobieta i przygotowała nam niezły zapas kanapek na drogę i kawę w termosie. Po śniadaniu pokręciliśmy się trochę po parkingu prostując kości. Krzysiek usiadł na masce samochodu i zadzwonił do Iwony zdać raport z dotychczasowej podróży, a ja korzystając z okazji odpaliłam laptopa i namierzyłam Radka. Porozmawiałam z nim chwilę ze wzglądu na różnicę czasową i wyłączyłam sprzęt, a potem spakowałam z powrotem do samochodu. Usiadłam obok Krzyśka i zaczęłam rozciągać obolałe kości.
- Nie podoba mi się to mieszkanie twoje mieszkanie z Bartmanem - wypalił prosto z mostu - Dlaczego od razu nie przyjechałaś do nas? - spojrzał na mnie z wyrzutem.
- To długo historia - mruknęłam kopiąc kamyk leżący obok mojej stopy.
- Mamy czas - libero założył ręce na piersi i wbił we mnie swój świdrujący wzrok.
- Nie patrz tak na mnie - zmierzyłam go - W sumie to może zacznę od tego, że do Zibiego próbowałam się dodzwonić od kilku dni jak jeszcze Bartek był w Polsce. Później, gdy już odporowadziłam go na lotnisko, a konkretniej tego dnia wieczorem oddzwonił Zbychu. Powiedział, że jest w Warszawie więc zaprosiłam go do siebie….
- Zaprosiłaś go do siebie tak? - mruknął mierząc mnie.
- Na kawę - spiorunowałam go spojrzeniem za to, że mi przerywa - Opowiedział mi dokładnie jak to się stało, że pokłócił się z Asią, że nadal się do niego nie odzywa i nie chce nawet odpisać na głupiego sms-a. O Miśku i rodzicach też wspominał - westchnęłam - Następnego dnia musiałam jechać na uczelnię, więc Zbigniew mnie podrzucił. Rektor poinformował mnie, że zostaję przeniesiona do Rzeszowa w ramach tego projektu, a później musiałam jak najszybciej przyjechać, więc Bartman wrócił ze mną. No i tak w sumie tyle - spojrzałam na niego i uśmiechnęłam się.
- Wiesz… To zmienia postać rzeczy, ale mimo wszystko powinnaś…
- Nie Krzysiek! Widzisz w jakim on jest teraz stanie? Nie mogę pozwolić na to, żeby upijał się każdego wieczoru do nieprzytomności! Za chwilę zaczynacie sezon ligowy prawda? - tym razem to ja mierzyłam go swoim wzrokiem bazyliszka.
- Prawda - skinął głową - I chcesz robić za Matkę Teresę z Kalkuty?
- A mam inne wyjście? - zadałam mu pytanie retoryczne - Kiedy ja przechodziłam trudny okres w swoim życiu wy wszyscy byliście przy mnie i Zbyszek też, dlatego chcę się mu w jakiś sposób odwdzięczyć.
- No dobrze - mruknął pod nosem - Ale obiecaj, że nie będziecie przesiadywać każdego wieczoru w klubie, upijać się, podrywać płeć przeciwną i robić inne niemoralne rzeczy - powiedział z uśmiechem na ustach.
- Ja robię same niemoralne rzeczy Krzysiu - skwitowałam zeskakując z maski samochodu i wsiadając do środka. Igła tylko pokręcił głową śmiejąc się i zajął miejsce za kierownicą. Chwilę później ruszyliśmy w dalszą drogę. Obeszło się bez większych korków, nawet w stolicy i na miejscu byliśmy kilka minut po 13.00. Zabrałam Krzyśka na pizzę, bo nie bardzo chciało mi się wymyślać jakiś obiad. Do mieszkania wróciliśmy przed 16.00. Kobieta zainteresowana wynajęciem zjawiła się punktualnie i po obejrzeniu mieszkania gotowa była spisać ze mną umowę od ręki. Tak też zrobiłyśmy, załatwiłyśmy wszystkie inne potrzebne papiery i ok 19.00 mieszkanie zostało oficjalnie „wynajęte”. Miała wprowadzić się w przyszły weekend. Stwierdziła, że na razie nie będzie zmieniała nic w wystroju, bo niedawno sama robiłam remont. Wyszła około 20.00, a ja razem z Krzyśkiem od razu zabraliśmy się do pakowania moich rzeczy. Trochę tego wszystkiego było, ale musiałam je przecież zabrać. Grubo po 01.00 w przedpokoju stały wielkie pudła załadowane moimi rupieciami. Oboje z Krzyśkiem byliśmy strasznie zmęczeni. Pościeliłam mu w pokoju gościnnym, a sama po raz ostatni spędziłam tę noc na swojej wygodnej wersalce, która tak bardzo przypominała mi o Bartku.
 
 - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
Witam moje Czytelniczki! :) No to mamy kolejny rozdzialik, cieszycie się? Lilka chyba na dobre chce wyjechać do Rzeszowa... Moja Przyjaciółka, która czyta wszystkie te moje głupoty zanim pojawią się tutaj wpadła ostatnio na bardzo, ale to bardzo szalony pomysł. Wymyśliła, że cytuję: "Fajnie by było gdyby ten blog miał równe 100 rozdziałów". Obecnie jestem na etapie wybijania jej tego pomysłu z głowy. Na obecną chwilę zielonego pojęcia nie mam jak to się ma skończyć, bo skończyć powinno się już dawno - tuż po Igrzyskach w Londynie. Jak do tej pory to pisze się rozdział 50 i tyle mogę powiedzieć. Pozdrawiam Was wszystkie razem i każdą z osobna ;* Trzymajcie się cieplutko! L.